środa, 20 marca 2013
Rozdział 23
- Nie - rzuciłem i wróciłem do oglądania telewizji. Nie zwracałem specjalnie uwagi na sens tego, co akurat leci, to bez znaczenia.
- Już dziesiąta z rzędu - mruknął przejeżdżając scroll'em kolejne metry. - Czemu nie chcesz z żadną chociażby pogadać?
- A czemu wy chcecie mnie uszczęśliwiać na siłę? - warknąłem kładąc gołe stopy na ławę, a nogawka poszarpanych jeansów zsunęła się na łydkę. - Zrozumcie, że nie umiałbym być z inną.
Nie odpowiedział. Milczał, ale widziałem jak bardzo powstrzymywał się od choćby małego komentarza. Zmieniali wartę przy mnie od tygodnia. Czy wyładowanie emocji na czyimś samochodzie przy Podpromiu i brak ochoty do życia jest czymś złym?
Nie wiem już jak inaczej zagłuszyć w sobie wołające o Nią serce. Trzy tygodnie i pięć dni. Prawie cztery cholerne tygodnie bez tej delikatnej postaci. Z dnia na dzień coraz bardziej brakowało mi jej ciemnych oczu, które tak uroczo się do mnie cieszyły, tego rumieńca na policzkach, gdy nasze twarze dzieliły milimetry i uśmiechu. Tego przeznaczonego wyłącznie dla mnie.
Zamknąłem oczy i złapałem się za głowę. Znów dała mi znać o nieprzespanych nocach. Jak mógłbym zasnąć w tym łóżku, mając świadomość, że ona nigdy już nie będzie w nim razem ze mną. Że już nie powróci...
- Piotrek, wszystko gra? - Poczułem na sobie dłoń Alka. Przez chwilę jednak miałem wrażenie, że to ręka Róży. W gardle urosła mi wielka gula. Momentalnie złapałem w płuca więcej powietrza. Jak mogłem czuć się normalnie skoro moje serce jest teraz w kawałkach?!
- Tak, jest ok - mruknąłem nie patrząc mu w twarz. Czułem, że się martwi, jednak nie chciałem tego widzieć. - Idę się przejść, będę jak wrócę.
Wstałem i, wcześniej zarzucając na siebie bluzę i trapery, wyszedłem na zewnątrz. Śnieg przylepiał się do mojej twarzy, gdy przemierzałem bez celu rzeszowskie chodniki. Spuściłem głowę, żeby oczy odpoczęły od rażącej bieli i napływających do głowy wspomnień.
Zaczynałem widzieć ją w każdej mijanej dziewczynie. I to najbardziej bolało - obojętnie jakbym się starał, nie potrafię o niej zapomnieć.
Wiatr rozwiewał mi włos, gdy kręciłem się koło Wisłoku. Trzęsłem się z zimna, ale nie to było teraz najważniejsze.
W końcu je ujrzałem. To miejsce nie zmieniło się chyba nigdy. Zbliżyłem się i pozwoliłem wspomnieniom zabrać mnie w przeszłość.
To tu zabrałem ją kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy, to tu pierwszy raz wziąłem ją w objęcia i zrozumiałem, że nie jest kimś obojętnym. Moja dłoń spoczęła na niewielkim murku. Tym samym, na którym siedzieliśmy razem, a ona opierała głowę o moje ramię jakby to było coś, co robi się normalnie. Kurwa, jaki ja byłem wtedy szczęśliwy!
Emocje rozsadzały mnie od środka. Miałem ochotę przebiec cały Rzeszów, nawet całą Polską, byle tylko ją znaleźć. Zrobiłbym cokolwiek, byle tylko wiedzieć, że jest szczęśliwa. Nie musi być ze mną, po prostu chcę jej dobra...
W końcu zdecydowałem się na uwolnienie tego co czuję. Zacząłem krzyczeć. Może chociaż to pomoże. Nie ograniczałem się do jakiejś głośności - zdzierałem gardło ile tylko miałem sił. Zacisnąłem pięści i zamknąłem oczy. Wtedy dopiero poczułem, że po policzkach cienkimi strużkami ciekną mi łzy. Zaprzestałem krzyku i osunąłem się po murku siadając na śniegu. Zachłysnąłem się powietrzem, ale szybko to opanowałem. Zabawne, że w tym małym ciałku dziewczyny mieści się serce, które w tym momencie wydawało mi się z kamienia.
Różo, dlaczego mi to zrobiłaś? Dlaczego akurat teraz, gdy wszystko było tak idealne? Dlaczego zostawiłaś mnie po tym wszystkim samego? Tak bardzo cię kocham...
***********************************************
Po raz kolejny wpatrywałam się w jedno zdjęcie, starając się zapamiętać dokładnie każdy najdrobniejszy fragment. Najdłużej jednak przystawałam na elementach takich jak nasze splecione dłonie czy zaglądającego mi w oczy Piotra. Zrobił je jakiś fotograf na meczu młodej Resovii. Przejechałam opuszkami po całej postaci Nowakowskiego. Gdybym tylko mogła skraść mu chociaż jeden uśmiech...
Słysząc otwierane drzwi, podskoczyłam i schowałam fotografię do torby.
- Długo jeszcze? - jęknął Maciek wchodząc do szatni. Kretyn. - Mam już dość sterczenia!
A ja mam dość twojego towarzystwa... Już miałam to na końcu języka, ale wydusiłam z siebie tylko:
- Już idę, moment.
Stanął w drzwiach i przyglądał się jak ubieram płaszcz i buty. Trzy tygodnie starczyły mi, żeby przekonać się o nieskończoności jego głupoty. Z resztą moje posiniaczone ręce i brzuch też się przekonały.
Zarzuciłam torbę na ramię i z niechęcią ruszyłam ku niemu. Na moje nieszczęście z wierzchu torby wypadło nic innego jak znany mi obraz uwieczniony na twardszej kartce.
- Co to? - wskazał na trzymaną przeze mnie fotografię, po czym jednym ruchem wyrwał mi ją z rąk i westchnął. Rozdarł ją w drobny mak. - Znowu on? Daj sobie już z nim spokój.
- Tyle że ja nie chcę - mruknęłam cicho, jednak nie wystarczająco, bo ciemnowłosy zbliżył się do mnie niebezpiecznie.
- Zrozum, że on już dawno o tobie zapomniał - syczał przez zęby gdy robiłam krok w tył. - Gdzieś ma takie panienki, które nim gardzą. W końcu sportowcy mogą mieć każdą, a jeśli chodzi o dziewczyny takie jak ty-na każdy dzień roku inną.
Zmrużyłam oczy i pokręciłam przecząco głową. Złapał mnie mocno za przegub i pociągnął za sobą z szatni. Miał rację, Piotr mógł mieć każdą. Mimo to wolał od każdej mnie, a ja wszystko zaprzepaściłam.
Szłam za Maćkiem, wsłuchując się w głośny oddech tego bydlęcia. Dobrze mu tak, niech się denerwuje ile wlezie!
W końcu zwolnił kroku tak, że szliśmy obok siebie.
- Wiesz, to dobrze, że jesteś inna. - uśmiechnął się kpiąco - Przynajmniej nie nudzę się jak przy Kamili.
Zostawiłam to bez odpowiedzi, nie po raz pierwszy. Milczenie było najlepszym sposobem na uniknięcie bezsensownej wymiany słów.
Nie chciałam na niego nawet patrzeć. Najpierw mówi coś na Pita, potem na Kamę... Odwróciłam głowę w drugą stronę. Musiałam zamrugać, żeby przekonać się czy mózg nie płata mi figli. Spotkałam się wzrokiem najpierw z Paulem Lotmanem, a potem z Zbyszkiem. Zdziwienie na twarzy Barmana było nie do opisania, jakbym szła w stroju lamy po najbardziej ruchliwej drodze w Rzeszowie. Schyliłam nisko głowę czując rękę Maćka na biodrze. Było mi wstyd, że Zbyszek to widzi. Maciej cały czas coś do mnie pieprzył, ale wystarczyło mu przytakiwać, by był zadowolony.
- Poczekaj tu, zaraz wrócę - zamruczał mi do ucha i zniknął za drzwiami jakiegoś budynku. Nie patrzyłam nawet gdzie jestem, chciałam jak najszybciej znaleźć się u siebie i zamknąć w tym wielkim pokoju.
- Nie wspominałaś, że masz kogoś - usłyszałam za sobą niski głos. Chwilę później naprzeciw mnie stał rozwścieczony Bartman, a w tyle zdezorientowany Paul. - Jesteś z tym kolesiem? Och, czyli jesteś przy nim szczęśliwa? Nie będę więc psuł tego idealnego związku i z chęcią pomogę Piotrkowi o tobie zapomnieć. Nie widzę sensu, żeby pomagać ci do niego wrócić. Nie jesteś jego warta.
- Ale to nie tak, ja...
- Może jeszcze zaczniesz mi opowiadać jaki to on zły i podły dla ciebie? Daruj sobie.
Spojrzał na mnie z pogardą i odszedł. Obserwowałam jak krzycząc głośno "suka!" kopie w zaspę śniegu i jeszcze bardziej zdenerwowany zaciska pięści i idzie coraz szybciej. Rose, idiotko, czemu mu nie wytłumaczysz o co chodzi?! Czemu nie pobiegniesz za Zibim? Ech, brawo, właśnie otrzymałaś tytuł najgłupszego człowieka świata.
Spojrzałam w bok. Lotman stał z otwartymi ustami, najwyraźniej nie wiedząc co powiedzieć.
- Śmiało, zrównaj mnie z ziemią - kaleczyłam angielski, a w gardle wyrosła mi ogromna gula.
- Rose, on naprawdę za tobą tęskni. - otarł mi łzę z policzka, której nawet nie czułam. - A ty, nie tęsknisz?
- Tęsknię - mruknęłam i spojrzałam na twarz przyjmującego. Był smutny. Tak samo jak ja.
- Więc wróć do niego! Nie wierzę, że kochasz tego zarozumiałego palanta. Naprawdę! Na kilometr widać, że zmuszasz się do niego. - mówił z pośpiechem. - Jaki jest sens rozdzielenia jeśli i ty, i Cichy cierpicie po nim? Przemyśl to, proszę.
Kiwnęłam głową, a on pobiegł w stronę znikającego z horyzontu Bartmana.
Paul ma rację, ale czy moje starania nie pójdą na marne? Dla Nowakowskiego zrobiłabym wszystko...
- Już wszystko załatwione, idziemy - chłodno mówił Krawczyk.
- Nigdzie z tobą nie idę - oznajmiłam przez zaciśnięte zęby. Cała złość z ponad trzech tygodni zaczęła wypływać mi z ust w postaci słów.
- Czyżbyśmy się buntowali? - zaśmiał się. - Odważnie. Ale po co ci to?
- Bo mam cię dość. Ciebie i tych pieprzonych szantaży. - teraz to na moją twarz wpłynął drwiący uśmiech i zaczęłam wyliczać na palcach: - Włamania, groźby, szantaże, przemoc... Mam wymieniać dalej? Wątpię, żebyś chciał to słyszeć, ale za to panowie w policyjnych mundurach chętnie mnie wysłuchają.
- Nie odważysz się. - zmrużył oczy w dwie cienkie kreski. - Twoja matka i brat mogą przez to ucierpieć.
- No widzisz, kolejny punkt do listy! Jutro o tej godzinie będziesz już siedział w celi, a... - skurcz w brzuchu przerwał mi wypowiedź. Pięść Maćka z odgłosem uderzyła o mój brzuch zahaczając o żebra. Bolało niemiłosiernie, ale nie dałam po sobie oznak. - To taki gest na pożegnanie, tak? Cóż, wolę to od dotykania twojej obrzydliwie krzywiącej się twarzy.
- Zabieraj się stąd, póki się opanowuję. - wysyczał, a gdy nie zareagowałam, podniósł głos. - No uciekaj!
- Zgodnie z poleceniem, żegnam. - zaśmiałam się w twarz dygoczącemu ze złości chłopakowi i po chwili szłam samotnie w stronę internatu.
Szybko pokonałam schody i znalazłam się w pokoju.
Co ja teraz zrobię? Nie mogę tu zostać, miejsce w 14 jest zajęte przez nową współlokatorkę Kamy (swoją drogą, nie rozmawiałam z nią jeszcze.), a Piotr? Nie mogłabym... Po tym co mu zrobiłam, ciężko byłoby mi poprosić go o przyjęcie pod dach.
Spakowałam w małą walizkę ubrania na kilka dni, kosmetyki i kopię podartego zdjęcia, po czym wyszłam z internatu i ruszyłam znaną mi już drogą. Po około piętnastu minutach stałam przed tą pamiętną kamienicą. Weszłam do środka i, gdy stałam już przy właściwych drzwiach, zadzwoniłam.
Otworzył mi zaspany chłopak rozcierający jedną powiekę. Na mój widok jego oczy momentalnie się otworzyły, a dłoń przeniósł na kręcone ciemne włosy. Mimo sytuacji w jakiej się znajdowałam, widok Kuby z marsowym wyrazem twarzy nieco mnie rozbawił.
- Róża? Co ty tu robisz? - zapytał - Nie powinnaś być w internacie?
- Być może powinnam. - mruknęłam. - Słuchaj, mam do ciebie ogromną prośbę. Przenocuj mnie, choćby dwa dni. Nie mogę teraz wrócić do internatu.
- Ale... - zaczął, ale nie pozwoliłam mu skończyć.
- Wytłumaczę ci wszystko potem, tylko pozwól mi tu zostać. - spojrzałam na jego twarz. Wahał się, ale w końcu uległ ciężko wzdychając.
- Niech będzie, wchodź. - zrobił mi przejście, co szybko wykorzystałam. - Napijesz się czegoś?
- Nie, dzięki. - uśmiechnęłam się do ziewającego chłopaka. Fakt, nie przyszłam w godzinach odpowiednich, przez co zrobiło mi się głupio. - Lepiej pójdę już spać. Który pokój?
- Idź do Mili. - wybełkotał i zniknął za drzwiami swojego pokoju. - Dobranoc.
Usiadłam na zaścielonym łóżku i wyciągnęłam fotografię. Jedynie w nią mogę patrzeć godzinami, a nadal mi się nie nudzi. Złapałam szybko za telefon. Jeden SMS - tyle byłam w stanie napisać przed tym jak opadłam bezwładnie na poduszki.
"Paul! Dziękuję... Odeszłam od Maćka. Jutro o wszystkim dowie się policja, a wy zaraz po nich... O ile będziecie mieli ochotę mnie widzieć. Proszę, niech Zbyszek i Piotrek też mnie wysłuchają. Do jutra, R."
-------------------------------------------------
Takie to suche i bez sensu...
Oj, trudno, ważne, że Rose się trochę otrząsnęła.
Nie ma to jak codziennie prawie trzy razy zaliczać glebę -.- Kocham zimę wiosną, a co!
No cóż, to do następnego :)
Misu.
czwartek, 14 marca 2013
Rozdział 22
- Gdyby było inaczej, raczej bym tu nie przychodziła. - uniosłam znacząco brwi.
- Racja - zaśmiał się - to dobrze, nie mogłem się doczekać.
Zacisnęłam mocno pięści, a on pocałował mnie w policzek i złapał za rękę, tym samym każąc iść przed siebie.
- Pokój zmieniony? - zapytał nagle. Przytaknęłam - Super.
Pociągnął mnie za ramię, żebym na niego spojrzała. Złośliwy uśmiech okolony kilkudniowym zarostem i piorunujące spojrzenie przeszyło boleśnie moje wnętrzności. Spuściłam wzrok i wyobraziłam sobie, że to Piotrek ściska moją dłoń i jeździ kciukiem po jej wnętrzu. Prze oczyma stanął mi widok bezradnego Pita, gdy opuszczałam jego dom.
Oczy po raz kolejny zaszły mi tafle łez. Zamrugałam szybko, ale nawet to nie pomogło i na płaszcz spłynęły pojedyncze krople. Wolną dłonią przejechałam po materiale rozmazując ślady. On nie może zobaczyć jak bardzo mnie to boli. Nikt nie może...
Nikt nie może wiedzieć dlaczego zostawiłam Piotra. Co by było jakby ktoś się dowiedział, że jestem z Maćkiem, którego najbardziej nie cierpiałam, z wzajemnością, gdy kocham dwumetrowego chłopaka, który nigdy nie powiedziałby o mnie złego słowa.
Dotarło to do mnie. Właśnie niszczę swoje życie i szansę na przeżycie go u boku ukochanego. Spieprzyłam wszystko...
**************************
Kiedy siedziała smutna na tym fotelu naprzeciw mnie, myślałem, że jestem najnieszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Teraz wiem jak bardzo się myliłem...
Nie miałem świadomości, że mijała minuta za minutą, a moja sytuacja stawała się coraz gorsza. Jak idiota wpatrywałem się w kremowy fotel i otworzoną na przerwanym momencie książce. Tak, czytała ją Rose.
Prezenter za głośno opowiadał o kolejnych poszkodowanych po noworocznych zabawach. Wiedziałem, że moje cierpienie nie równa się z ich, ale ból psychiczny był gorszy od jakiejkolwiek kontuzji.
Usłyszałem trzask drzwi.
- Człowieku przycisz to trochę - syknął Bartman - Po co tak głośno gra to pudło?
- Zagłusza moje myśli - odpowiedziałem bez żadnych sentymentów, a on spojrzał na mnie z marsową miną.
- Nieważne... Masz coś na ból głowy? Wszystko mi się skończyło, a do ciebie jest bliżej niż do jakiejkolwiek apteki.
- Poszukaj, coś powinno być - rzuciłem nadal wpatrując się w to cholernie puste miejsce.
Zbyszek, nie mówiąc już nic, poszedł do kuchni. Dochodziły do mnie tylko dźwięki otwieranych szafek, przesuwanych przedmiotów i tłuczonej szklanki.
- Dobra, mam coś! - krzyknął z kuchni i po chwili siedział koło mnie pijąc coś. Nie patrzyłem co, to i tak bez różnicy.
- A gdzie Róża? - zapytał nagle. Milczałem. - Piter, gdzie ona jest?
- Nie wiem - mruknąłem błądząc wzrokiem po stopach.
- Jak to nie wiesz?! - wybuchnął Zibi - Jak można nie wiedzieć gdzie jest własna dziewczyna?!
Nie odpowiedziałem mu zmieniając punkt zainteresowania na stojący przede mną kubek. Jeszcze wczorajszy, z śladami jej delikatnej szminki.
- Ogłuchłeś czy co? - nie ustępował. - Nowakowski, odezwij się!
- Odeszła! Odeszła, rozumiesz?! Zostawiła mnie, tak po prostu. Zniknęła. Nie wiem gdzie jest, ale wiem, że nie chce ze mną być. Wystarczy?
Jego oczy zmieniły się w dwie pięciozłotówki, a ręce oparły bezwładnie z głośnym plasknięciem na kolana.
- Ale... wczoraj było jeszcze wszystko dobrze...
- Racja, było - warknąłem.
- Mówiła czemu?
- Nic, chyba nawet chciała wyjść bez pożegnania.
- To do niej nie podobne...
- Wiem! A wiesz co jest najgorsze? Że nawet za nią nie pobiegłem. Stałem i jak taki pojeb patrzyłem jak biegnie.
- Czasem warto dać komuś wolną wolę, żeby dowiedzieć się czy uczucie jest prawdziwe. - powiedział z grobową miną. Spojrzałem na niego z ukosa.
- Musi być ze mną naprawdę źle, bo Bartman filozofuje.
- Stary, nie mówię sobie tego tak po prostu. - szturchnął mnie w ramię. - Chcę, żebyś o nią walczył. Samo to, że będziesz siedział w chacie i myślał o niej jak o zeszłorocznym śniegu nic nie pomoże. Musisz podnieść ten siatkarski zad i zrobić wszystko, by do ciebie wróciła.
- Jasne, bo ona akurat po tym jak mnie zostawiła będzie chciała wrócić. - zaplotłem ręce na klatce piersiowej - Nie wierzę w to.
- Rób co chcesz. - zirytował się - Widzę, że nie masz ochoty na rozmowy. Trzymaj się.
Po tych słowach opuścił dom. Znowu chciałem od tego uciec... Ale jak?
Gdybym tylko przestał ją kochać... Byłoby mi o wiele łatwiej. Tylko jak zapomnieć o kimś, kogo kocha się nad życie? Jak wymazać go ze swojego życia? I jak zagłuszyć palące z tęsknoty serce?
Nie potrafiłem odpowiedzieć sobie na te pytania. Jedyną nasuwającą się odpowiedzią była ona, Rose..
*************** dwa tygodnie później ********************
- Koniec, możecie już iść się przebierać - powiedziała z uśmiechem Sowa. Wszystkie dziewczyny podniosły się i podążyły ku wyjściu. Poczułam na ramieniu zimną dłoń. Cholera, znowu! - Mogę z tobą porozmawiać?
- Oczywiście - powiedziałam zachrypniętym głosem i odwróciłam się do kobiety.
- Różo, coś się dzieje? - zapytała z troską.
- Nie, wszystko w porządku - uniosłam kąciki ust do góry. - O co chodzi?
- Martwię się o ciebie. Ostatnio... zmieniłaś się. - zmarszczyła brwi - Nie widziałam, żebyś rozmawiała z Kamilą. Poza tym zbladłaś i nie masz już tyle energii co kiedyś. Jeśli potrzebujesz rozmowy, to śmiało możesz mi powiedzieć co cię trapi.
- Zapewniam panią, że czuję się dobrze. Jeśli będzie coś nie tak, zgłoszę się do pani.
- Niech ci będzie. - przeleciała wzrokiem po mojej sylwetce - Dbaj o siebie.
Kiwnęłam głową potakująco i ruszyłam do szatni. Jedyną osobą, która nadal się przebierała była Nadia. Rosjanka już dawno powinna być z powrotem w swoim kraju, jednak "na szczęście" znalazło się miejsce.
- Słyszałam, że układa ci się z Maćkiem - mruknęła z typowym dla Rosjan akcentem. - Nie dziwię się Kamila, że nie chce z tobą rozmawiać. Na jej miejscu już dawno wymierzyłabym ci kilka siarczystych policzków.
- Jakie to szczęście, że jesteście zupełnie różne - syknęłam - Kamila nie jest taka jak ty, ona nie skrzywdziłaby nawet muchy.
- Jesteś bezczelna - zarzuciła długie włosy na plecy i zawiesiła na ramię torbę - Mówisz jej o okropieństwach, które wyrządził Maciek, a potem z nim jesteś. Do tego ten Pietr czy jak mu tam... Pomyślałaś co on czuje? Wątpię...
Wyszła z pomieszczenia zostawiając mnie samą z własnymi myślami. Poszłam pod prysznic i przebrałam się w jeansy i bluzkę z długim rękawem.
Dobrze wiem co on czuje. Dobrze wiem na jaką sukę wyszłam. Zrozumiem też, jeśli okaże się, że miłość przerodziła się w nienawiść. Zasłużyłam sobie na to, ale nie chcę przestać go kochać. Mimo wszystko, nadal myślę o nim codziennie, nieraz ułamki sekundy powstrzymywały mnie od naciśnięcia zielonej słuchawki przy jego numerze. Każda możliwa siła ciągnęła mnie na Podpromie, ale co z tego, jeśli mój jakikolwiek kontakt z Piotrem byłby sporym ryzykiem. Tak bardzo chciałam zobaczyć jego uśmiechniętą twarz, usłyszeć choćby głupie "cześć", nie mówiąc już o wtuleniu się w jego bezpieczne ramiona. Nadzieja matką głupich, co?
Wyszłam z budynku szkoły. Nie miałam jednak ochoty na obiad, samotne siedzenie w pokoju czy towarzystwo Maćka. Podążyłam przed siebie. Weszłam do księgarni i zaczęłam przebierać między literaturą.
Szłam wzdłuż regałów, szukając czegoś nowego aż trafiłam na"Kod Leonarda da Vinci". Już długo wyszukiwałam tej książki, więc wyciągnęłam ku niej rękę. Dotknęłam opuszkami palców grzbietu opasłego tomu, gdy czyjaś dłoń spoczęła na mojej, jednak szybko się cofnęła. Także zabrałam rękę z lektury.
- Przepraszam, ja... - spojrzałam w górę i zamarłam. Wysoki brunet z lekkim zarostem i cienkimi okularami na nosie patrzył na mnie osłupiały. Zbyszek jak zwykle miał na twarzy wyryty uśmiech, ale zrozumiał kto przed nim stoi i otrząsnął się, przybierając grobowy wyraz twarzy. - Weź ją, poszukam innej.
- Nie trzeba, dam sobie radę. - wybełkotał. Wzięłam więc egzemplarz i odwróciłam się od Bartmana. Zrobiłam kilka kroków i usłyszałam za sobą głośne kaszlnięcie. Nie wytrzymałam, zwróciłam się do zamyślonego chłopaka.
- Zbyszek - przykułam na siebie jego uwagę. - Mogę z tobą pogadać? Obiecuję, nie zajmę ci dużo czasu.
- Dobra, ale wyjdźmy stąd, za dużo tu ludzi.
Przytaknęłam i, pozostawiając upragnioną książkę na stosie innych ułożonych, wyszłam za nim z księgarni.
- Więc co chcesz wiedzieć? - zapytał gdy szliśmy w milczeniu kilka minut.
- Co się dzieje z Piotrkiem? Tak, wiem, nie powinno mnie to obchodzić, bo jestem bezuczuciową suką, ale chciałabym...
- Zgadzam się, nie powinno cię to interesować - powiedział przez zaciśnięte zęby, ale odetchnął. - Jest załamany. Nie chce mu się żyć, nic nie ma sensu... wiesz jak to jest. Otacza go grupka śliniących się na jego widok dziewczyn, ale mało która ma coś w głowie. Odpycha jedną po drugiej, szukając w nich choćby cząstki przypominającej ciebie. Rose, czemu to zrobiłaś?
- Ja... - zawahałam się - nie mogę powiedzieć. I tak byś nie zrozumiał.
- Kochasz go jeszcze?
Przymknęłam oczy. Piekące powieki znów miały mieć dostarczone słonawej wody. Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Jeśli powiem, że nie, moja szansa ponownego spotkania Piotrka wynosić mogła zero.Jeśli jednak powiem "tak", będą chcieli mnie odciągnąć od Maćka, co równa się zerwaniu umowy.
- Tak - wyszeptałam - z każdym dniem coraz mocniej.
. - Rozumiem. - z politowaniem cmoknął ustami. - Niedługo mam trening, muszę uciekać.
- Nie mów mu, że rozmawialiśmy, proszę - spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem.
- Nie powiem - uśmiechnął się. - A teraz jak najszybciej pozałatwiaj to co masz i wracaj do Nowakowskiego, bo sam zacznę was łączyć.
- Dziękuję - wykrzywiłam usta w krzywym uśmiechu. Kiwnął głową na pożegnanie i już go nie było. Szłam drogą powrotną do internatu. Czyli nie zapomniał o mnie... I mimo wszystko chce mnie znać. Z uśmiechem na ustach weszłam do gmachu, a potem do pokoju. Jednak na widok wewnątrz moja mina się zmieniła.
- Tęskniłem - mruknął Maciej obsypując moją szyję i okolice ust szybkimi pocałunkami. - Gdzie byłaś tak długo?
- Zajęcia mi się przeciągnęły - rzuciłam pierwsze co wpadło mi do głowy.
- Kłamiesz - zmarszczył brwi. - wszystkie dziewczyny z twojej gruby od godziny są w pokojach.
- Musiałam dłużej poćwiczyć skoki i obroty, bo na jutr...
Nie zdążyłam nic więcej powiedzieć. Pod wpływem siły wycelowanej w mój policzek, zrobiłam kilka kroków w tył, a głowę odchyliłam do tyłu. Zachwiałam się i po chwili leżałam na ziemi trzymając się za obolały policzek.
- Nigdy więcej nie waż się mnie okłamywać - wysyczał i z zaciśniętymi pięściami wyszedł z pokoju. Leżałam bez ruchu czując jak pulsuje mi prawa noga w okolicach piszczelu i lewy policzek. Okropny ból nie pozwalał mi wstać.
Po policzkach ściekły łzy, a ja podniosłam się na rękach i opadłam na łóżko. Klamka od drzwi przekręciła się. Czekałam na najgorsze - że Krawczyk wrócił z zamiarem sprawienia mi większego bólu. Zacisnęłam powieki gdy kroki stawały się coraz silniejsze.
- Boże, Rose, co ty zrobiłaś? - rozbrzmiał damski zatroskany głos. Otworzyłam ślepia i ujrzałam Kamilę. Moją Kamilę! Uśmiechnęłam się lekko.
- Nic mi nie jest, dzięki za troskę.
- Porozmawiajmy - powiedziała poważnie - Tylko 5 minut.
- Nie mogę... Nie mogę z tobą teraz rozmawiać - wyszeptałam nerwowo. - Kama, obiecuję ci, później się zobaczymy, ale nie teraz. Błagam!
Kiwnęła głową i wybiegła z pokoju. Zostałam sama. Na policzek spłynęła krwawy rumieniec, wstydziłam się. Ona na pewno to widziała i słyszała. Kolejna fala bólu...
Zacisnęłam zęby. Już więcej nie dam sobą pomiatać. Nie dam odebrać sobie miłości i przyjaźni. Tylko jak tego dokonać - nie wiem.
--------------------------------------
Wiem, że mnie za to znienawidzicie, ale poczekajcie z tym jeszcze trochę :D
Bardzo dziękuję za każde miłe słowo :) Wszystkie blogi, które mi zostawiacie, jeśli jeszcze tego nie zrobiłam, przeczytam niedługo. ;)
Misu.
środa, 6 marca 2013
Rozdział 21
- Halo, tu Ziemia - pomachałem jej przed oczyma. Ocknęła się i rzuciła cień uśmiechu, od kilku dni coraz rzadziej pojawiającym się na jej bladej twarzyczce. - Już nie śpimy, zaraz wychodzimy.
- Przecież nie śpię. - mruknęła. - Po prostu się zamyśliłam.
Chwyciłem ją za rękę. Zimne palce wsunęły się w moje i, wspólnie już splecione, opadły na blat.
- Mam dobrą wiadomość - pogładziłem wierzch jej dłoni - Rozmawiałem z Kubą i razem z Kamilą też wybierają się dziś do Zbyszka.
- Cieszę się - spuściła wzrok, wzięła łyka napoju i wyszła z pomieszczenia.
Sprzątnąłem ze stołu i oparłem się o szafki kuchenne.
Nie wiedziałem co się z nią dzieje. Unikała rozmów ze mną, a jeśli już takie występowały, to najczęściej z jej strony składały się z krótkich odpowiedzi mówionych łamanym głosem. Fakt, nigdy nie była specjalnie rozgadana czy wesoła, ale czułem, że coś jest z nią nie tak. Być może któreś z rodzeństwa będzie wiedziało coś na ten temat. Z dnia na dzień coraz bardziej się martwiłem. Kocham ją i to chyba coś normalnego, że zmiany w jej zachowaniu wydawały mi się podejrzane. Wczoraj zawieźliśmg jej rzeczy do internatu. Na początku zdziwił mnie jej pośpiech, ale przypomniała mi o prawdopodobnych korkach ludzi jadących do domów.
Włączyłem wierzę, miałem dość monotonnej ciszy. Teraz wsłuchiwałem się tylko w lecącą piosenkę Guns N'Roses. Kiedy po domu zaczęło rozchodzić się słynne "Don't cry", wyszedłem do sypialni. Na ramiona wsunąłem niebieską kraciastą koszulę, przeczesałem ręką włosy i poszedłem do salonu. W nim już znajdowała się Róża.
Siedziała, jak miała w zwyczaju, na fotelu przy kominku.
Biała sukienka wiązana w talii leżała na niej jak na aniele. Lekko kręcące się włosy spadały na wąskie ramiona zasłaniając obojczyki, a przymknięte powieki zdobił delikatny cień i czarne długie rzęsy.
Oparłem się o framugę i obserwowałem jej każdy ruch. Uśmiech sam pchał się na twarz, a ja nie miałem ochoty tego zmieniać. Nie zdradzałem też swojej obecności, choć Rose musiała być mocno pogrążona w myślach, by nie ujrzeć mnie mimo wzrostu sięgającego sufitu.
Na jej policzku pojawiła się pojedyncza łza. Szybkim ruchem starła ją i zacisnęła wargi. Wtedy też wzniosła głowę do góry i zobaczyła mnie. Przestrach w jej oczach był nie do opisania. Tak jakbym był mordercą i włamywaczem w jednym.
- Przepraszam, wystraszyłam się. Pierwszy raz widziałam cię w koszuli. - przejechała dłonią po brązowych falach - To nowy widok dla mnie.
- Nie bój się mnie, przecież cię nie zjem - zaśmiałem się i przykucnąłem przy niej. - Mała, co jest?
- Ale o co chodzi? - zrobiła zdziwioną minę.
- Widziałem jak płakałaś. - uniosłem jej brodę i ujrzałem lekko czerwone oczy. - Znowu. Co się dzieje?
- Nic mi nie jest - odpowiedziała. - Naprawdę, wszystko w porządku
- Na pewno?
- Tak, uwierz mi.
Westchnąłem. Wiedziałem, że w tym momencie nie uda mi się więcej z niej wyciągnąć.
- Niech będzie. Idziemy?
Kiwnęła głową i skierowała się do przedpokoju, gdzie ubrała się do wyjścia na zewnątrz. Podążyłem jej śladem.
Wyszliśmy z domu i skierowaliśmy się kilka domów dalej.
Zadzwoniłem na domofon pod numer mieszkania Zbyszka i weszliśmy do kamienicy. Cisza panująca w klatce była dla mnie szokiem.
Otworzył nam Bartman z wielkim bananem na twarzy.
- O, witam, witam! Wchodźcie!
Chwyciłem ją za rękę i wkroczyliśmy do mieszkania. W salonie znajdowało się już trochę ludzi. Kubiak z Moniką, Kuba, Kamila, Paul z Niną i Iwona z stojącym przed nimi Igłą mocno gestykującym przy opowiadaniu jakiejś historii.
- Igła, mówię ci, że to było inaczej! - protestował Misiek. - to Ziomek wrzucił wtedy tą gaśnicę do szybu, a nie Możdżon
- Właśnie, że on! - krzyczał libero. - Pamiętam jak dostawał opieprz od Andrei.
- Bo nikt nie chciał się przyznać i on to wziął na siebie. Jaki ty jesteś czasami niedomyślny!
Ignaczak zrobił naburmuszoną minę i usiadł koło Iwony. Przytulając do siebie żonę zaczął udawać płacz, na co reszta zareagowała śmiechem.
- Oni mi nie wierzą! - skarżył się, a odchylając głowę zobaczył nas. - Patrzcie, młodzież przyszła.
Przywitaliśmy się z każdym i zasiadliśmy na skórzanej kanapie. Muzyka zadudniała i do pokoju wkroczył Zbyszek.
- Proszę państwa - mówił dumnie - zacznijmy tego sylwestra.
Każdy nalał sobie alkoholu ( którego swoją drogą było niczym jak na świętowanie mistrzostwa ) i tak zaczął się ostatni wieczór roku.
Biegający po stole Paul? Opowiadająca swój życiorys Kamila? A może wtórujący jej Kuba co chwilę przypominający jej coraz wstydliwsze momenty? Nie, nic nie dorówna tulącej się na siłę Róży. Już od dobrych dziesięciu minut zawzięcie gładziła opuszkami moją klatkę piersiową.
- Może się przewietrzymy - zapytałem mając nadzieję, że ulegnie mojej prośbie.
- Oczywiście - mruknęła i wstała mocno do mnie przylegając. Nieco zdziwiony objąłem ją ramieniem i skierowaliśmy się na niewielki taras. Zajęliśmy miejsca na metalowej huśtawce, a ona nawet nie zelżyła uścisku.
- Przytulasz się do mnie tak mocno, jakby jutro miał się skończyć świat. - zaśmiałem się chcąc rozluźnić nieco atmosferę.
- Nigdy nic nie wiadomo - powiedziała tak cicho, że ledwo co udało mi się usłyszeć. Pomyślałem, że nie chciała bym to słyszał, więc nie odezwałem się ani słowem. Położyła głowę na moim ramieniu i zamknęła oczy.
- Rozmawiałaś już z Kamilą? - zagadnąłem, ale jedyne co zrobiła to uciszyła mnie.
- Posiedźmy chwilę w ciszy, proszę.
Lekko zdziwiony spełniłem jej prośbę wpatrując się przed siebie. Wsłuchiwałem się w jej miarowy oddech i także przymknąłem powieki. Ciszę przerwał nam huk zatrzaskiwanych drzwi.
- Ale tam głośno, co nie? - krzyknął Bartman. - Ci ludzie w ogóle, ale to w ogóle nie umieją szanować ciszy. Jak bydło!
- Tak, Zbyszku, oazo spokoju, idź zarazić ich swoim wewnętrznym opanowaniem. - ironizowałem.
- Bardzo śmieszne - uśmiechnął się krzywo. - Za chwilę będzie północ, jeśli nie orientujecie się w czasie. Chodźcie już do środka.
- Idziemy? - zapytałem Różę, a ona lekko skinęła głową i podniosła się.
Kiedy byliśmy w przedpokoju,po domu zaczął rozchodzić się głos Ed'a Sheeran'a.
- Pamiętasz co mi obiecałaś? - szepnąłem jej we włosy, a ona momentalnie się odwróciła. - Moja obietnica jest w części spełniona, teraz twoja kolej. Naucz mnie chociaż jak się poruszać.
Położyła moją lewą dłoń na jej lędźwiach, a swoją przełożyła na moje barki, a raczej obojczyki. Wolne ręce złączyła kładąc delikatnie palce na moim śródręczu. Przycisnąłem lekko kciukiem jej paliczki. Spojrzałem głęboko w oczy i przyciągnąłem ją do siebie jeszcze bardziej. Zaczęliśmy bujać się powoli na boki, krokiem odstawno dostawnym, momentami w tył i w przód. Odczepiłem rękę od jej pleców i obróciłem niezdarnie drobną istotkę. Wróciłem do pozy z uśmiechem na ustach. Udało mi się, dzięki niej.
- Kocham cię, tak z całego serca - powiedziałem, po czym złączyłem nasze usta. Nie musiała odpowiadać, wystarczyło mi to, że jest ze mną, że wytrzymuje z kimś takim jak ja. - I nigdy nie przestanę.
- Obiecujesz, że nie przestaniesz mimo wszystko? - zapytała. - Nawet jakby wszystko się psuło?
- Tak, obiecuję. - przytuliłem ją do siebie, chcąc pokazać, że może czuć się przy mnie bezpieczna.
- Hej, wy, dalej, już strzelają - usłyszeliśmy donośny głos Igły.
Wyszliśmy z powrotem na zewnątrz i wyczekiwaliśmy godziny zerowej. Coraz więcej fajerwerków pojawiało się na niebie. Ci z promilami i bez wpatrywali się z uśmiechami na mieniące się wszystkimi możliwymi kolorami sztuczne ognie. Rose zadrżała. Zdjąłem koszulę i zarzuciłem na jej wąskie ramiona. Może nie dawała dużo ciepła, ale dołączając do tego mój uścisk mogło pomóc.
- Uwaga, odliczamy! - pisnęła Kamila - 6...5...4...3...2...
- Szczęśliwego Nowego Roku powiedziałem jej prosto do ucha i pocałowałem w policzek.
*****************************
Łzy napłynęły mi do oczu, a żołądek skurczył się do rozmiarów orzecha włoskiego. Wokoło hucznie witano Nowy Rok, a ja przeżywałam wewnętrzne męki. Od jutra zacznie się moje wegetowanie na tym świecie. Nie będzie już nic - miłość, przyjaźń; to wszystko przepadnie przez psychicznego mściciela.
Zamrugałam kilka razy oczami, odetchnęłam i zaczęłam udawać, że wszystko jest w porządku, że wcale nie mam nadziei, że wydarzenia z ostatniego tygodnia to bezsensowny sen na działaniu zmęczenia czy głodu. Nie, ja jestem przykładem szczęśliwej dziewczyny. Mam świetnego chłopaka (którego utracę), przyjaciółkę (która straci do mnie zaufanie) i jak najbardziej wszystko pod kontrolą.
Spojrzałam jeszcze raz na Pita. Było mi go tak szkoda. Kocham go najbardziej na świecie, każdą chwilę chciałabym z nim spędzić, ale co z tego, skoro nie mogę...
Każdemu złożyłam życzenia na Nowy Rok i po wypiciu lampki szampana wróciliśmy do środka. Oddałam Nowakowskiemu koszulę i usiadłam przy stoliku. Po chwili jednak do tańca wyrwał mnie Lotman, szybko okręcając wokół własnej osi. Po nim przejął mnie Bartman, także próbujący pokazać swoje zdolności. Po kilku kawałkach usiadłam z powrotem na kanapie. Mój wzrok przykuł widok Kamili śmiejącej się do Piotrka w czasie tańca. Wbiłam paznokcie w dłonie i odwróciłam się, żeby łzy nie pociekły po mojej twarzy.
W podobnej atmosferze minęły dwie godziny. Od czasu do czasu wyszłam pokazać, że nie dąsam się na nikogo.
- Wracamy do domu? - zapytał Pit, a ja przytaknęłam. Pożegnaliśmy się z gośćmi i poinformowałam Kamilę, że niedługo pojawię się w internacie. W drodze powrotnej nie odzywaliśmy się w ogóle.
Dopiero w domu Piotr zaczął rozmowę, kiedy szykowaliśmy się do pójścia spać.
- I jak ci się podobało?
- Bardzo. To znaczy, lepiej niż spędzać sylwestra samemu.
Zaśmiał się, a ja położyłam się koło niego na łóżku. Spojrzał na mnie z tym uśmiechem, który tak bardzo lubię. Dalej Rose, motywowałam się, jak nie teraz to nigdy.
Przybliżyłam się niego i wpiłam w spierzchnięte usta siatkarza. Starałam się całować go delikatnie, ale z pasją. Nie odmawiał mi, wręcz przeciwnie - pasowało mu to. Przybliżałam się do niego coraz bardziej, a dłonią zaczęłam zawzięcie mierzwić mu włosy. Oderwał się ode mnie i spojrzał wybity z rytmu.
- Róża, czy ty...
- Proszę, pozwól mi - wyszeptałam i kontynuowałam pieścić swoim językiem jego jamę ustną. Tym razem uległ mi i jego zimna dłoń zaczęła wodzić po moich plecach szukając rozpięcia. Koszula wraz z białym T-shirtem leżały już na ziemi, a ja coraz bardziej pragnęłam jego umięśnionego ciała. Na moim ciele po sukience zostały tylko odciśnięte ramiona, kiedy usiłowałam pozbawić siatkarza spodni. Po chwili udało mi się, a wraz z jeansami uporałam się z bokserkami. W tym czasie on nie pozostawał mi dłużny i także leżałam już bez bielizny.
Ręka siatkarza błądziła po moim ciele, kiedy on obsypywał moją szyję krótkimi pocałunkami. Nagle dłoń zeszła do niższych partii ciała. Momentalnie chwyciłam za nią, ale spotykając zdziwioną minę Piotra otrząsnęłam się, a na twarz wpłynął mi wielki rumieniec.
- Przepraszam, nie chciałam przerywać. - wyszeptałam i z powrotem zajęłam jego usta swoimi.
Pit znów zajął się jeżdżeniem opuszkami po wypustkach w moich plecach, kiedy nagle znalazłam się ułożona na pościeli. Nade mną znajdował się Nowakowski.
- Na pewno tego chcesz? - upewniał się, a ja tylko kiwnęłam głową. W tym momencie poczułam lekki ból, przez który z moich ust wydobył się syk. Chłopak znajdował się we mnie i po chwili zaczął delikatnie poruszać biodrami. Zapierałam się dłońmi o jego umięśnione plecy. Ruch stawał się coraz szybszy. Przygryzłam jedną wargę, próbując nie wydawać z siebie żadnych charakterystycznych dźwięków. Po chwili jednak nawet zaciskanie warg nie pomogło, wydobyłam z siebie krótki jęk, a ciało mimowolnie wykrzywiło się do przodu. Zadyszałam głośno i zaraz też przyłączył się do mnie Piotrek bezwładnie opadając na moje ciało.
- Kocham cię - wyszeptałam do ucha środkowego i ucałowałam go w policzek. Przeczekałam kilka minut i, kiedy się obrócił, wyszłam do łazienki. Chciałam jak najszybciej znów znaleźć się w jego ramionach. Wzięłam szybki prysznic i spojrzałam w lustro. Dziewczyna z zaróżowionymi policzkami spoglądała na mnie jakby z pogardą.
Wstydziłam się siebie. Najpierw przeżywam z chłopakiem swój pierwszy raz, by potem go zostawić. Poczułam się jak prawdziwy potwór. Wolałam jednak mieć to za sobą z kimś, kogo kocham niż z byle jakim szantażystą. Wiedziałam, że będzie tego chciał, można się po nim było spodziewać takich rzeczy.
Wytarłam ciało, ubrałam Piotrkową niebieską koszulkę i szorty, po czym wróciłam do sypialni. Wymieniłam się z nim miejscem, bo teraz on zajął łazienkę.
Poczekałam piętnaście minut i ujrzałam Piotra leżącego już koło mnie. Uśmiechał się słodko patrząc mi w oczy. Spuściłam głowę w dół, twarz wykrzywiając w grymasie.
- Coś się stało? - zapytał unosząc moją brodę do góry. Musiał to lubić, często go na tym łapałam.
- Nie, ja tylko... Wstydzę się, że tak postąpiłam. - wymijałam jego wzroku jak mogłam. Zmusił mnie jednak do spojrzenia w twarz.
- Kochanie, nie masz się czego wstydzić. Cieszę się, że przeżyliśmy to razem. - jego niebieskie tęczówki przeszywały mnie na wylot.
- Dziękuję - pojedyncza łza spłynęła po moim policzku, ale on szybko ją starł i pocałował mnie w skroń. Ułożyłam głowę na jego torsie i w takim stanie zmógł sen.
***************************************
Zimny powiew wywołał na moim ramieniu gęsią skórkę. Wzdrygnąłem się i otworzyłem oczy. Wtedy zdałem sobie sprawę, że leżę sam. Pospiesznie nałożyłem na siebie klubową koszulkę i szare dresy. Wyszedłem z sypialni, wołając ukochanej.
I wtedy ją ujrzałem. Podszedłem szybko do ubranej do wyjścia dziewczyny i chwyciłem ją za ramię.
- Mała, pośpijmy jeszcze, zdążymy pojechać do internatu, jest jeszcze wcześnie.
Powoli obróciła się ukazując mokrą od łez twarz. Otworzyłem szeroko oczy, a szczęka opadła do ziemi. Nie rozumiałem co się działo...
- Nie, Piotrek - łkała - Ja... nie mogę... nie mogę wrócić. Przykro mi...
- Ale jak to?! Dlaczego? - wydukałem z siebie mocno przy tym gestykulując.
Nie dostałem jednak odpowiedzi na pytanie. Wpatrywała się we mnie coraz mocniej przygryzając wargę. Gromadzone w oczach łzy spływały jej strużkami po policzkach.
- Przepraszam - wyszeptała i wpiła się w moje usta. Ostatni pocałunek? Tak to się nazywa?
Oderwała się ode mnie i szepcząc kolejny raz przeklęte przeprosiny, skierowała się w stronę drzwi. Stałem jak słup soli, po czym ruszyłem ku niej.
Objąłem ją mocno starając się opanować jej drżące z emocji ciałko. Oderwała się ode mnie i ostatni raz spoglądając w moją stronę wybiegła z domu. Cały czas patrzyłem na jej oddalającą się w biegu postać nie wierząc co się dzieje.
Osunąłem się po ścianie i usiadłem na zimnych kafelkach.
Róża. Ona tak po prostu odeszła. Bez słowa wytłumaczenia opuściła mnie...
----------------------------------------------------
No i się stało. Przepraszam, że to jest takie kiczowate, ale ja naprawdę nie umiem nic normalnego napisać.
Spieprzyłam tutaj doszczętnie wszystko i wiem, że mnie za to zabijecie, ale taki był plan :(
Od razu obiecuję poprawę! Jeszcze raz przepraszam...
Misu.
sobota, 23 lutego 2013
Rozdział 20
- Och, dlaczego? Mamy okazję spędzić ze sobą tyle czasu! - roześmiał się w głos. - Tak dawno cię nie widziałem...
- Nie powiem, żeby to było miłe spotkanie, więc skończmy je jak najszybciej.
- Nalegam jednak, żebyśmy porozmawiali w spacerze.
Przewróciłam oczami i ruszyłam za idącym już Maciejem.
- Jak minęły ci święta? - zapytał kiedy kroczyliśmy już obok siebie.
- Daruj sobie - mruknęłam nawet na niego nie patrząc.
- Jak chcesz, spalskie klimaty coraz bardziej mi się podobają. - wzruszył ramionami, a moja postawa lekko się zmieniła. Bałam się źle postąpić. - Więc jak?
- Marnie. - mówiłam czując jak świdruje mnie ciemnymi tęczówkami. - Cały czas spędzony w nerwach.
- Biedactwo - cmoknął z niesmakiem i położył ramię na moim barku - Nie możesz się denerwować, bo posiwieją ci włosy.
- Ta, pewnie - wyswobodziłam się z uścisku. Włożyłam ręce do kieszeni płaszcza i wzrok skupiłam na spacerujących w oddali ludzi.
Szliśmy nie odzywając się do siebie. Zapadała ciemność, a Maćkowi najwyraźniej nie spieszyło się do przerwania spotkania. Do tego szliśmy coraz głębiej w zalesiony teren, co nie wróżyło za dobrze. Stanęłam w miejscu.
- Powiedz mi w końcu o co chodzi! - wrzasnęłam.
- Spokojnie, podołasz temu. - powiedział przybliżając się, bo ludzie patrzyli na nas jak na ledwo wypuszczonych z gaju. - Zerwiesz kontakt z Kamilą i Nowakowskim.
Stanęłam jak wryta. Nie wiedziałam co powiedzieć, z otwartą buzią patrzyłam na jego pewną minę.
- J-jak to? Dlaczego?! - tylko tyle byłam w stanie wydukać.
- Odpowiedź jest prosta. Ty zepsułaś moje życie, ja zepsuję twoje. Od kiedy Kamila dowiedziała się o tym, że miałem inne i rozpowiedziała o tym, prawie każda w twojej idealnej szkole omija mnie szerokim łukiem. I to wszystko dzięki tobie.
- Nie mogę zrobić czegoś innego? Proszę, tylko nie to. - błagałam ze łzami w oczach.
- Nie, to jedyne wyjście. Podobasz mi się, więc ulżę ci trochę. Dopiero po sylwestrze masz urwać te znajomości i cała zdruzgotana po utracie twojego siatkarza i przyjaciółki, wpadniesz w moje ramiona szukając pocieszenia.
Było coraz gorzej, z minuty na minutę moja sytuacja się pogarszała. Najchętniej uciekłabym z tamtąd do Piotra, ale Maciej wiedział gdzie jest mój słaby punkt. Zacisnęłam czerwone już z zimna pięści i przełknęłam ślinę.
- Nie mogłeś wymyślić niczego gorszego... Z resztą czego innego mogłabym się spodziewać po człowieku bez serca. - wysyczałam patrząc na niego z nienawiścią w zmrużonych oczach.
- I właśnie to w tobie lubię, jak zawsze różna od wszystkich. - zaśmiał się drwiąco. - Czyli wszystko mamy wyjaśnione. Tak jak chciałaś, zakończmy to spotkanie. Za pięć dni spotkamy się tu, ok? - wyraźne rozbawienie wprowadzało mnie do szału. - Odprowadzę cię, jak na gentelmena przystało.
- Najpierw tym gentelmenem trzeba być - rzuciłam odwracając się i szybkim krokiem zaczęłam wracać wyznaczoną drogą. Wściekła na niego, nieświadomie zaczęłam biec.
Tylko co ja mam powiedzieć Pitowi? Że muszę go zostawić, choć kocham jak nikogo innego, dla szantażującego psychopaty? Szybciej by go znalazł i obił twarz niż on wyjaśnił mi co mam robić. A to by równało się odrzuceniu "oferty", na co nie mogę pozwolić. Dlaczego zawsze coś się musi spieprzyć?!
Zmniejszała się odległość między mną a widoczną już ulicą, a moje dłonie drżały jak po sześciu kawach. Otarłam oczy, żeby być w stanie dostrzec czarny samochód. I zobaczyłam, także opartego o auto wysokiego chłopaka z lekko spuszczoną głową. Bałam się jego reakcji na słowa Maćka. Mimo to, ruszyłam w jego stronę, chcąc być już w domu i zasnąć przy ciepłym kominku.
Kiedy usłyszał coraz głośniejsze kroki, uniósł głowę i lekko się uśmiechnął. Podszedł do mnie i zamknął w szczelnym uścisku. Nie protestowałam, zaciągnęłam się męskimi perfumami i przymknęłam przekrwione oczy.
- Jedźmy do domu - wyszeptałam, na co chwycił mnie za rękę i zaprowadził do pojazdu. Otworzył drzwi, wsiadłam, a on w tym czasie przeszedł na stronę kierowcy. Jechaliśmy w milczeniu, które zakłócał tylko odgłos silnika. Pit nie ośmielił się nawet włączyć radia, najwyraźniej wyczuwając mój brak humoru.
Na miejsce dotarliśmy po kilkunastu minutach. Warkot ucichł, on zaczął rozpinać pasy, a ja siedziałam w bezruchu. Nie wiedziałam co zrobić. Ogarniająca mnie pusta jakby opanowała nie tylko mój umysł, ale i ciało zostawiając je w bezruchu.
- Hej, jesteśmy już na miejscu. - dotknął mojego ramienia i zajrzał głęboko w oczy. Obraz zaczął mi się rozmazywać za taflą łez. Nie chciałam mu pokazać w jakim jestem stanie, więc szybko rozpięłam pas i wyszłam z auta. Nie czekając na niego, ruszyłam w stronę domu, zostawiając za sobą zdziwionego chłopaka. Dogonił mnie i szliśmy krok w krok. nie odrywałam wzroku od zaśnieżonego chodnika, póki drzwi się nie otworzyły.
Pozbawiona już kurtki i butów, szłam w dalsze części domu, aż przekroczyłam próg kuchni. Tam usiadłam na krześle czekając na przybycie Nowakowskiego.
- Zostaliśmy zaproszeni do Zibiego na domówkę w sylwestra . Podobno większość drużyny ma być - mówił wchodząc do pomieszczenia. Zawisł nade mną opierając się o blat stołu. - Pójdziemy?
- Możemy iść - wyszeptałam wpatrując się w jasne tęczówki środkowego. Wstawiłam wodę na herbatę i wróciłam do poprzedniego miejsca.
- Rose? - zwrócił na siebie moją uwagę. Przystawił naprzeciw mnie krzesełko i rozpoczął temat, który chciałam jak najbardziej ominąć: - Jak sprawa z Maćkiem?
- Nic takiego, psychol i tyle. Kazał przeprosić Kamilę i poprosić o kontakt, bo tęskni za nią - skłamałam czując ból w sercu.
- No dobrze - wzruszył ramionami i złapał mnie za rękę. - Cieszę się, że to już za nami.
- Ja też - powiedziałam krzywo się uśmiechając. Mrugałam nienaturalnie często, co obwieszczało falę łez. Pospiesznie wstałam i skierowałam się ku wyjściu.
Bezszelestnie pobiegłam do sypialni po ubrania, a potem do łazienki. Zakluczyłam drzwi i nalałam wody do wielkiej wanny. Boże, czemu tak musi być?! Westchnęłam i weszłam do gorącej wody. Po chwili zaczęłam płakać. Nie mogłam opanować łkania. Myśl o tym, że mam przestać widywać go, przestać o nim myśleć, przestać go kochać... Nie, nie chcę tak! Za duże uczucie drzemie w moim sercu.
- Różo, wszystko w porządku? - usłyszałam głos zza drzwi i ciche pukanie.
- Tak, zaraz przyjdę - zanurzyłam głowę w wodzie mocząc włosy. Wyszłam na stojący przy wannie dywan i opatuliłam się puchatym ręcznikiem. Spuściłam wodę i ubrałam się w długi fioletowy sweter i czarne legginsy. Niezdarnie wysuszyłam włosy i wyszłam do salonu.
- Płakałaś? - zapytał Pit odrywając wzrok z telewizora.
- Zdaje ci się - uśmiechnęłam się do niego, biorąc do rąk zimną już herbatę.
- Wiesz jak bardzo cię kocham? - zapytał przybliżając się do mnie i patrząc mi z przyjemnym uśmiechem w oczy.
- Ja ciebie też - wyszeptałam nim nasze wargi się połączyły. Smutek ogarniający moje wnętrze był nie do poskromienia. Chcąc więc go zagłuszyć, zaczęłam wodzić ręką po włosach chłopaka. Chciałam by ta chwila trwała wiecznie, tak bardzo byłam wtedy odizolowana od reszty świata. Pozostawał tylko on i jego ciepłe ręce błądzące po moich plecach.
Nic nie może trwać wiecznie; oderwał się ode mnie i zaczął głęboko oddychać. Zamknęłam oczy i oparłam głowę o jego ramię. Otoczył mnie nim, a ja przygryzłam wargi. Byłam tak zmęczona, że nie miałam siły na nic. Poczułam tylko jak Piter kładzie na mnie koc i całuje w skroń, a ja odpłynęłam w głęboki, wolny od zmartwień sen.
-----------------------------------------------------
Od razu na wstępie mówię, że sama się dziwię, że udało mi się to napisać tak szybko :D
Mam też propozycję dla osób które chciałyby być informowane o nowych wpisać. Otóż mam gg, na którym mogę powiadamiać o nowościach. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy nie mają kont na bloggerze, więc proszę wszystkich chętnych proszę o napisanie na numer 46459755 :)
Annie, przepraszam, ale zupełnie zapomniałam o Twojej nominacji. Na pytania odpowiem teraz, bo listę blogów podałam w poście na temat Liebsten Award.
1.Co jest dla Ciebie najważniejsze ? Dlaczego ?
Przyjaźń, rodzina, ambicja, bo bez nich życie jest praktycznie bez sensu. No i oczywiście siatkówka, bo jest moim uzależnieniem :D
2. Jaki zawodnik w Polskiej reprezentacji jest według Ciebie najlepszy ?
Każdy jest bardzo dobry. Sama możliwość reprezentowania kraju jest wielkim wyróżnieniem. Jednak do gustu najbardziej mi przypada gra Kurka, Bartmana, Nowakowskiego, Ignaczaka, Winiarskiego... Każdy z resztą jest świetnym siatkarzem :)
3. Czy jesteś zawodnikiem w jakimś klubie sportowym ?
Niestety nie. Kontuzja i okropne bóle nogi wykluczają każdą opcję takiego uczestnictwa.
4.Masz rodzeństwo ?
Tak, mam ;D
5.Jaki według Ciebie jest największy sukces siatkarzy ?
Pierwsze miejsce na IO w 1976r. i pierwsze miejsce na Lidze Światowej w 2012r.
6. Ulubiona Polska drużyna ? (siatkarska)
Asseco Resovia Rzeszów.
7. Co robisz w wolnym czasie ?
O ile mam wolny czas to czytam, spędzam czas z rodziną i przyjaciółmi, tańczę i oglądam po raz enty mecze reprezentacji :D
8. Ulubiony siatkarz zagraniczny ?
Georg Grozer
9. Ulubiona siatkarka ?
Anna Werblińska, Paulina Maj
10. Ulubiona piosenka ?
Oj tu jest ciężko, bo mam mnóstwo piosenek, które słucham na okrągło. Między innymi to Kings Of Leon- Use Somebody, Guns N'Roses - November Rain i The Rolling Stones - Miss You.
11. Co najlepiej opisuje Polskich siatkarzy ?
http://www.youtube.com/watch?v=J6Asc6Gr9Ys :)
No, to do następnego. Pozdrawiam :)
środa, 20 lutego 2013
Rozdział 19
Wpatrywałam się bez słowa w błękitno-pomarańczową podłogę, nasłuchując mocnych uderzeń piłki. Trening mijał szybko, a kawa w papierowym kubku nie dawała już prawie w ogóle ciepła.
Wzięłam dużego łyka gorzkiego napoju i postawiłam go sąsiednim siedzeniu, a rękawy szarej bluzy zaciągnęłam tak, by zakrywały palce. Zaczęłam przypatrywać się ćwiczącym mężczyznom. Ich zgranie było widać w każdym podaniu piłki i ataku.
Spotkałam się wzrokiem z stojącym na środku blondynem. Tym samym, przez którego w tym samym momencie zadrżało mi serce. Podniosłam kąciki ust do góry, próbując by uśmiech wyglądał na rzeczywisty. Udało mi się, odwzajemnił go szarpiąc kołnierzyk koszulki. Odwrócił się z powrotem do reszty zawodników i wrócił do gry. Obserwowałam ich wyczyny i przysłuchiwałam się słowom trenera. Przyszedł czas na kilka ostatnich okrążeń i cała drużyna ruszyła niechętnie wokół sali. Kiedy przebiegali koło mnie, będący na przedzie Bartman najwyraźniej rozpoznał mnie, bo machał do mnie energicznie ręką. Odwzajemniłam gest, czując na sobie kilkanaście par oczu. Mimo woli, spuściłam głowę w dół.
Po kilku minutach po skończeniu ćwiczeń, usłyszałam coraz bliższy bieg w stronę trybun. Po chwili Piter opierał się o barierkę i wpatrywał we mnie jakbym była obrazkiem.
- Koniec? - zapytałam patrząc w jego świecące oczy, kiedy już stałam z nim twarzą w twarz.
- Mhm - mruknął strzelając mi pstryczka w nos. - Ale poczekaj trochę, zostań tu.
Kiwnęłam głową zgadzając się i usiadłam z powrotem na miejscu, obserwując truchtającego do szatni Nowakowskiego.
Nie musiałam czekać piętnastu minut, kiedy na pustą już halę wpadł Piotr. Gdy się spotkaliśmy się mniej więcej na środku hali, objął mnie w pasie i delikatnie pocałował. Uśmiechnęłam się okalając jego kark dłońmi.
- Dalej, zmykać stąd młodzieży, to nie kawiarnia, żeby na randki przychodzić! - usłyszeliśmy za sobą te słowa wypowiedziane po angielsku z prawidłowym akcentem. Piotrek odwrócił głowę w prawo i zaśmiał się w stronę naszego obserwatora.
Lotman właśnie przechodził przez trybuny w stronę wyjścia wygrażając palcem. Za nim kroczył z szczękościskiem Schops. Czując, że zaraz na twarz wpłynie mi fala gorąca, odplotłam palce i spojrzałam na Piotra nieco dalej niż wcześniej.
- To co tu robimy? - zapytałam spokojnie zakłócając ciążącą ciszę.
- Nie wiem jak ty, ale ja mam zamiar spełnić obietnicę - mrugnął okiem podając mi małą sportową torbę przywieszoną do jego treningowej. - Trzymaj i w toalecie sprawdź jej zawartość. Przepraszam za warunki, ale nie zdążyłem załatwić nic innego.
Lekko zdezorientowana poszłam za jego rozkazem do damskiej toalety. Rozsunęłam zamek torby i wyciągnęłam... strój na przebranie i białe tenisówki. Z wielkimi oczami zmieniłam ubranie i obuwie, po czym wróciłam do Niego. Stał na polu gry odbijając spokojnie piłkę.
- Gotowa? - zapytał wodząc wzrokiem po mojej postaci.
- Ale na co? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie, na co on zareagował przyjemnym dla ucha śmiechem.
- Na naukę gry w siatkę. - mówił kozłując niebiesko-żółtą Mikasę.
W tym momencie palnęłam się z otwartej dłoni w twarz. Jak mogłam o tym zapomnieć...
- No tak - wybełkotałam patrząc na białe trampki.
- To co umiesz? - zapytał ożywioby faktem, że niedługo będzie moim "nauczycielem".
- Nic. - zaczęłam jeździć ręką po karku czując zażenowanie.
- To zaczynamy od podstaw.
Rzucił do mnie piłkę i gestami zaczęcał do podania jej do niego.
Podbiłam niezdarnie okrągły przedmiot i tak samo ją odrzuciłam, pod same nogi Piotra. Ten uśmiechnął się pocieszająco i nakazał powtórzyć akcję. Po kilku usilnych próbach było coraz lepiej, aż po około pół godziny byłam w stanie odbić tak, by trafiło w jego dłonie.
- Brawo! - dał mi buziaka w policzek - Idziemy?
- Nie, jeszcze poćwiczmy - powiedziałam stanowczo chwytając piłkę. - To znaczy... Chciałabym jeszcze poćwiczyć.
Zadziwiony zgodził się i spędziliśmy kolejne pół godziny na odbijaniu.
- Ok, wracajmy - mówiłam kaszląc. Bolały mnie ręce i klatka piersiowa, ale to chyba jasne, że po długim niećwiczeniu odczułam to.
Poszłam się przebrać, a Piotr w tym czasie skoczył po coś do biura. Kiedy wyszłam z łazienki, on już pod nią czekał. Chwyciłam go za rękę i wyszliśmy z Podpromia na mroźne zimowe powietrze. Wolną ręką zaczęłam poprawiać niefortunnie odkrywający mi szyję szal. Piotrek zastawił mi drogę i z kieszeni kurtki wyjął moją czapkę.
- Wiedziałem, że jej nie weźmiesz - wyszeptał z satysfakcją nakrywając mi nią uszy, po czym pocałował w czubek czoła przykryty grzywką. Uśmiechnęłam się i wyszeptałam ciche "dziękuję", po czym ruszyliśmy w dalszą drogę. Kroczyliśmy ulicami Rzeszowa aż dotarliśmy do jego domu.
Siedziałam przy rozpalonym kominku z kubkiem gorącej herbaty i patrzyłam tępo w tańczące iskry. Przed oczami znowu miałam ten sam obraz - Kamila z Maćkiem w naszym pokoju, zapomnieli o całym świecie mieli tylko siebie. On jednak nie był "czysty" - poza nią miał inne, tak samo naiwne. Kolejna scena - pod Podpromiem; tym razem z inną. I szok w oczach nakrytego na zdradzie chłopaka. Myśl, że mam go znów spotkać i wszystko to mieć na uwadze wprawia mnie w zdenerwowanie niczym przed ważnym egzaminem. A jeśli on dalej nachodzi Spałę? Jeśli nie będę w stanie pomóc mojej rodzinie? Co jeśli...
- O czym myślisz? - zapytał Pit siadając obok mnie i obejmując mnie ramieniem.
- O tym co zawsze - mruknęłam, biorąc łyka malinowego napoju.
- Mała, nie zamartwiaj się tym. Jeśli ten człowiek zrobi ci jakąkolwiek krzywdę, obiecuję rozliczyć się z nim osobiście - mówił patrząc mi w oczy. Jego obecność tutaj dodawała mi otuchy. Wtuliłam się w jego szerokie ramiona szukając w nich ucieczki od uciążliwych myśli.
Już jutro wszystko się okaże. Każda moja wątpliwość nabierała teraz podwójnego znaczenia, a każda litera w tajemniczym liście bardziej podejrzana niż zwykle. Nie wiedziałam jednak czego się spodziewać po tym psychopacie. Równie dobrze może powiedzieć na mnie kilka niemiłych słów i kazać zerwać kontakt z Kamą. Bałam się jak nigdy.
Kamila nic nie wie, wolałam jej nie martwić powrotem byłego ukochanego. Być może kiedy wróci do Rzeszowa powiem jej o tym, lecz w tym momencie pogorszyłoby to tylko sytuację.
Powieki stawały się coraz bardziej ciężkie, a ziewaniem mogłabym zarazić pół świata. Na marne więc próbowałam nie zasnąć - ciemność, którą widzi się po zamknięciu oczu była na tyle mocna, że z przyjemnością spadałam w sen.
- Rose, powinniśmy już jechać - szepnął Piter wychylając się z przedpokoju. - Miejmy to już za sobą.
Przytaknęłam smutno głową i ubrałam się do wyjścia na zewnątrz. Zapinając kurtkę zauważyłam, że cała się trzęsę. Wyszłam z domu, zabierając ze sobą użyty przed chwilą klucz do drzwi wejściowych. Usiadłam w wygodnym siedzeniu czarnego BMW. Nie czułam jednak tego komfortu; siedziałam niczym na szpilkach patrząc na drżące ręce. W pewnym momencie jego ciepła dłoń spoczęła na nich. Spojrzałam w jego stronę i ujrzałam rozweselający uśmiech. Zmusiłam się do podobnego i wróciłam do patrzenia w dół. Nim się obejrzałam, byliśmy przy dobrze mi znanym parku. Piotr wyłączył silnik i rozpinał pas bezpieczeństwa, kiedy chwyciłam go szybko za ramię.
- Piotrek, mogę cię o coś prosić? - mówiłam zachrypniętym głosem.
- Tak, o co chodzi? - zapytał zdziwiony moją reakcją.
- Pozwól mi pójść tam samej. - wyszeptałam i widząc większy szok na jego twarzy, dodałam szybko: - Nie chcę po prostu narażać nic, wiedząc, co było w liście. Proszę zrób to dla mnie, obiecuję być rozważna.
- Naprawdę tego chcesz? - tym razem na jego twarz wstąpił niepokój. Pokiwałam głową, na co lekko zrezygnowany schylił się w moją stronę. - Uważaj na siebie.
Musnął lekko moje wargi i odpalił silnik. Wyszłam z auta patrząc przez szybę na jego zmartwioną minę. Tak bardzo chciałabym, żeby był ze mną. Nie chciałam jednak, by przez chwilę rozłąki stało się coś złego.
Ruszyłam ku zalesionemu obszarowi rozglądając się za znajomą męską postacią. Zwolniłam nieco kroku zauważając go. Iść stanowczo czy po cichu? Rozmyślałam nad tym, kiedy jego oczy mnie dostrzegły, a na twarz wpełzł obrzydliwy uśmiech. Teraz kiedy już mnie zauważył nie mogę pokazać przestraszenia. Stawiałam kroki coraz mocniejsze, chcąc mieć już wszystko za sobą. On także kroczył do mnie, nawet prawie biegł.
Moja twarz nie wyrażała żadnych emocji, kiedy byłam w stanie zauważyć prawie każdy fragment jego postaci. Stojąc na odległości metra od niego, nie wiedziałam co zrobić.
- Witam panią.
-------------------------------------------------------
Jakie to jest głupie! Robienie czegoś z niczego - jak ja to uwielbiam...
Przepraszam, że dodaję raz na tydzień, ale nauka piętrzy się i piętrzy, a końca nie widać.
Dzięki wielkie za komentarze i czas poświęcony na czytanie moich wymysłów :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadnie Wam do gustu :D
Pozdrawiam, Doroshi ;)
poniedziałek, 11 lutego 2013
Rozdział 18
Muzyka z radia, głos redaktora a nawet ryk silnika (tak przeze mnie uwielbiany) wprawiały mnie w obłęd. Wraz z malejącą liczbą kilometrów do Spały, moje zdenerwowanie rosło. A co jeśli zrobię coś głupiego? Niby w większości jestem opanowany, ale gdy w zdenerwowaniu mam coś powiedzieć do obcych ludzi, kończy się to totalną klapą. Inaczej jest z dziennikarzami, im cokolwiek się powie, usłyszą to co chcą.
Minąłem tabliczkę z napisem "Spała 5". Więc kilka minut dzieliło mnie od spotkania z Nią. Bez nerwów, pocieszałem się, bądź sobą Pit.
Dzisiaj wieczorem mamy zamiar wyjechać do Rzeszowa i spędzić tam sylwestra. Na myśl o tylu minutach, godzinach i dniach w jej towarzystwie, miałem ochotę przyspieszyć samochód, by w ciągu minuty tulić ją do siebie.
Kiedy wjeżdżałem na spalskie drogi, spoglądałem na GPS-a, szukając ulicy Akacjowej. Wjechałem w boczną dróżkę oglądając znane już mi widoki. Od razu przypomniały mi się wieczory na zgrupowaniach i nocne "spacery dla lepszego snu".
Dojechałem na wskazany wcześniej adres i zaparkowałem przed małym jednorodzinnym domem. Na powitanie wyszła ona - ubrana w kremowy płaszcz i luźno wsunięte czarne trampki najwyraźniej należące do jej brata. I znowu nie mam odwagi podejść bliżej. Dlaczego musi być tak urocza? Wyszedłem z auta i wpatrywałem się w małą postać. Po chwili potrząsłem głową i ruszyłem w jej stronę. Uśmiechała się nieśmiało, a ja przyspieszyłem kroku. Zbliżałem się do niej czując coraz mocniejsze bicie serca i wariacje motyli w żołądku. Kiedy byliśmy blisko siebie, zamarliśmy w bezruchu. Nie wiedziałem co zrobić - najchętniej rzuciłbym się na nią, całował namiętnie, mówiąc jak bardzo ją kocham i ile dla mnie znaczy. Jednak jej charakter podpowiadał mi, że może się wystraszyć tak nagłych działań.
Spoglądałem w jej czekoladowe tęczówki i delikatnie chwyciłem za rękę. Nie odmawiała; wplotła swoje palce w moje, a ja ująłem jej ciałko w szczelnym uścisku.
- No cześć - puściłem oczko, kiedy już obluźniłem objęcie, na co zareagowała przyjemnym dla ucha śmiechem. Pocałowałem ją w zaróżowiony policzek, po czym zabrałem z samochodu małą torbę i prowadzony przez Różę, zmierzałem ku domowi. W przedpokoju zdjąłem buty i poszedłem przywitać się z domownikami. Wziąłem głęboki oddech wkroczyłem do, jak sądzę, salonu. W wielkim fotelu siedziała brązowowłosa kobieta patrząca na mnie wytrzeszczonymi oczyma. Jej ciemny strój wskazywał, że nadal pogrążona jest w żałobie.
- Dzień dobry - powiedziałem próbując nawiązać z nią normalnym kontakt wzrokowy. - Nazywam się Piotr.
- Miło mi, Iza - przywitała się z wielkim uśmiechem na ustach, po czym zwróciła się do Rose. - Oprowadź Piotrka po domu.
Przytaknęła głową i wyszliśmy z pokoiku. Pokazywała mi po kolei pomieszczenia, a gdy weszliśmy na piętro, przy jednym się zatrzymała.
- Tutaj jest Filip - wyszeptała trzymając głowę blisko mojej - Może się dziwnie zachowywać. Wiesz, jak prawie każdy spalski ma fioła na punkcie siatkówki.
- Już się przyzwyczaiłem do dziwnych zachować - zaśmiałem się i przytuliłem ją delikatnie chcąc dodać otuchy.
Zapukała i otworzyła drzwi, za którymi znajdował się mały pokój mieszczący kilka szafek i wielkie łóżko, na którym leżał dość wysoki ciemnowłosy chłopak z słuchawkami na uszach. Róża podeszła do niego i krzyknęła do ucha, by zdjął słuchawki.
- O co ci chodzi? - zapytał zaspany, po czym spojrzał na mnie ciemnymi oczyma i to wystarczyło mu do rozbudzenia. - O, cześć, Filip jestem - wyciągnął ku mnie rękę w celu przywitania się; odwzajemniłem gest, a on spojrzał na Rose z szyderczym uśmieszkiem. - Teraz ci wierzę.
- No wiesz - żachnęła się. - Trochę zaufania do osoby, która kryła cię po wszystkich imprezach i mówiła, która dziewczyna może być fajna.
W odpowiedzi usłyszała nasz śmiech, choć jego o wiele głośniejszy.
Posiedzieliśmy chwilę rozmawiając z Filipem, lecz czas płynął nieubłaganie. Weszliśmy do jej pokoju. Kiedy zobaczyła porozrzucane po pokoju książki, rzuciła się do sprzątania ich. Zacząłem zgarniać opasłe tomy.
- Wybacz, wczoraj zasnęłam przy notatkach i obudziłam się późno - powiedziała z kwaśnym uśmiechem.
- Przecież nic się nie stało - podszedłem do niej i gładząc po włosach, tuliłem do swojej piersi. - Brakowało mi ciebie.
Usiedliśmy na kanapie i, słuchając wcześniej puszczonej muzyki, wpatrywaliśmy się w siebie.
Dałem jej czerwoną torebkę z koszulką Sovii z moim numerem ("No wiesz, chyba ci się przyda") oraz otwieranym złotym sercem z naszym zdjęciem (pogrzebałem w sieci i nawet to znalazłem), zawieszone na żmijowatym łańcuszku. Dziękowała mi wciąż wpatrując się w czarno-białe zdjęcie. Od Niej dostałem wielki kolaż moich i jej zdjęć z wielkim napisem na środku "Dziękuję, że jesteś" i kilka dobrych książek. Przejechałem opuszkami po jej policzku, po czym musnąłem lekko jej wargi. Ten delikatny smak sprawiał, że chciałem go więcej, a dłonie okalające mój kark dawały zimne ukojenie. Delikatny buziak zmienił się w pocałunek pełen pasji. Jeździłem dłonią po jej talii i plecach, a ona nie zostawała mi dłużną mierzwiąc moje włosy. Czując się pewniej, przechyliłem się trochę do tyłu, a ręką wjechałem pod jej koszulkę, pieszcząc jej nagą skórę. Poczułem tylko jak dostaje gęsiej skórki i odsuwa się ode mnie.
- Przepraszam - powiedziałem zdziwiony patrząc jak podwija nogi pod brodę. - Nie chciałem ci nic zrobić.
- Ja wiem... - wyszeptała cicho - Po prostu coś nie pozwala mi na to, że... No wiesz, tego typu zbliżenie.
- Ale Rose, ja... - zacząłem chcąc się wytłumaczyć. Idiota, idiota, idiota!
- Rozumiem, Piotrek - uśmiechnęła się blado i westchnęła. - To o której musimy wyjechać?
- Około dziewiętnastej - powiedziałem wciąż czując się winnym za zaistniałą sytuację.
- Czyli mamy jeszcze trochę czasu - rozłożyła się ponownie kładąc głowę na mojej klatce. Przytuliłem ją do siebie i wsłuchiwałem się w "November Rain" lecące z głośników. Mój wzrok przykuła biała koperta, szczelnie czymś wypchana.
- Co tam jest? - zapytałem wskazując na leżącą między książkami kopertę.
- Ach to - wstała i niechętnie dała mi kopertę. - W wigilię przyszła, ale nie chciałam ci mówić o tym przez telefon. To nie jest temat na taką rozmowę.
- Dlaczego?
- Sam zobacz - przygryzła wargę, a ja ujrzałem ciemnobrązowy materiał. Wyjąłem, jak się okazało, pluszaka z wypisaną na brzuchu datą. Obejrzałem go z wszystkich stron i spojrzałem ze zdziwieniem na Rose.
- Przecież to po prostu miś. Może ktoś z rodziny ci go przysłał na święta - powiedziałem, a ona gestem nakazała mi sięgnąć dalej do koperty. Wyjąłem lekko wygiętą pożółkłą kartkę z napisem: "Ładnie macie w domu ;) Misiek coś przypomina? Tak łatwo było wyciągnąć z Kamili gdzie mieszkacie, naiwne dziewczę. Jeśli nie chcesz, by stało się coś złego, zapraszam do rzeszowskiego parku dzień przed sylwestrem o godzinie 19. I bez twojego ochroniarza, inaczej się nie dogadamy. Twój ulubiony. M.".
Czytając każde słowo, robiłem coraz większe oczy. Spojrzałem tak nagle na Rose, aż się wzdrygnęła.
- Tego misia dał mi tata w dzień pierwszego występu, twierdził, że ta data musi pozostać w mojej pamięci, więc kazał wyprodukować specjalnego, z datą. Nie, nie brałam go do Rzeszowa, bałam się, że go zgubię.
- Nie zgłaszałaś tego nigdzie? - zapytałem znając już odpowiedź. - Może powinnaś?
- Pit, ja wiem, że on zrobi jak będzie chciał, mimo wszystko. Oczywiście Filip i mama nic nie wiedzą o zawartości paczki. To by było za trudne dla nich. Filip tylko obiecywał mi nie wychodzić nigdzie w ciągu przerwy świątecznej, ale nie wie czemu.
- Spokojnie mała, wyjdziemy z tego razem - powiedziałem przytulając ją do siebie. Wtuliła się mocniej i zaczęła płakać. Gładziłem ją po głowie mówiąc, że będzie dobrze, choć wiedziałem, że to najgorsze słowa na świecie. Sam nigdy nie cierpiałem ich słyszeć, ale w tej sytuacji nie pozostało mi nic innego.
- A co jeśli on się tu kręci i tylko czeka, żeby coś im zrobić? - zapytała spoglądając mi w twarz.
- Przecież napisał, że w sobotę się dogadamy - wytarłem łzę z jej policzka.
- Ale ja tam mam iść sama! - zrobiła kwaśną minę. - Bez ciebie.
- Nie wypuszczę cię samą do tego złodzieja - udałem oburzonego, a ona uśmiechnęła się i objęła mnie ramionami w pasie na ile jej wysokość pozwalała. - A teraz wytrzyj łzy, bo za godzinę wyjeżdżamy do Rzeszowa. No, dalej! Pomogę ci się pakować.
I tak upłynęła nam ostatnia godzina w Spale. Zeszliśmy na parter, gdzie siedział Fifi z panią Izą. Porozmawialiśmy chwilę o rzeszowskim mieście, planach na sylwestra i (niby przypadkowy temat) o zachowywaniu wszelkiej ostrożności. Widząc, że Róża zaczyna robić się podejrzanie zamyślona, zadecydowałem o wyjeździe.
Pożegnaliśmy się z domownikami, po czym spakowaliśmy bagaże Rose do bagażnika i ruszyliśmy w drogę.
Zatrzymywaliśmy się co jakiś czas na stacji bądź w którymś z pobocznych barów na kawie i czymś za ząb. Ponad pół drogi Róża przedrzemała w spokojnym śnie. Chociaż kiedy miała zamknięte oczy i odpływała w wyimaginowany świat nie martwiła się o dziwną przesyłkę.
Około godziny trzeciej nad ranem byliśmy w domu. Nie budząc jej, zaniosłem nasze bagaże do domu, po czym z Nią na rękach, przekroczyłem próg domu. Tak jak się spodziewałem, po wizycie tych goryli wszędzie był bałagan i porozrzucane butelki po piwie. Pokręciłem głową myśląc o tym ile czeka mnie jutro sprzątania i udałem się do sypialni. Położyłem Różę na łóżku, szczelnie okrywając kołdrą, pocałowałem w skroń i wyszedłem do salonu. Z torby podróżnej wyjąłem telefon i wybrałem numer Kuby.
- Cholera jasna, Nowakowski, czy ty nie możesz spać? - usłyszałem znajomy głos po kilku sygnałach.
- Mogę, powiedz mi tylko jedną rzecz. - zacząłem mówiąc szybko i cicho. - Czy Kamila jest w domu?
- Co?! - krzyknął do słuchawki. - Nie masz innych zmartwień tylko czy moja siostra jest w domu?
- Proszę cię, sprawdź to dla mnie - prosiłem i słysząc w odpowiedzi kilka wyzwisk zwróconych w moją stronę, czekałem w napięciu.
- Jest, śpi. - mówił, a ja czułem jakby dwutonowy głaz spadł z mojego dygoczącego serca. - Ale o co chodzi?
- Pilnuj, żeby nigdzie nie wychodziła sama. - przerwałem kolejne pytania lecące ze strony Januszka. - Niedługo może mieć kłopoty przez pewnego Macieja. Nie mów jej nic. Do Róży wysłał już paczkę z jej osobistą rzeczą nalegając na spotkanie. - mówiłem, gdy nagle usłyszałem jakiś ruch w sypialni. - Muszę kończyć. Pamiętaj, pilnuj jej. I przepraszam za obudzenie. - rozłączyłem się, odłożyłem telefon i poszedłem do sypialni, gdzie na łóżku siedziała Rose.
- Co się dzieje? - zapytała zaspanym głosem.
- Nic, idziemy spać - poszedłem na jej stronę układając ją tak, by nogi miała zakryte kołdrą. Poszedłem na swoją stronę i dodatkowa otuliłem ją ramionami. Ucałowałem jej czoło, szepcząc słowa na dobranoc.
Wsłuchując się w jej miarowy oddech, nie mogłem odrzucić od siebie myśli o Krawczyku. Jeśli on cokolwiek zrobi Róży, pożałuje, że przyszło mu mieszkać w tym mieście, jak i kraju.
W końcu i mnie zaczął morzyć sen. Czując, że następne kilka dni nie będzie za spokojne, uciekłem do snu szukając w nim spokoju...
-----------------------------------------
Rozdział jak najbardziej bez sensu!
Problem prezentu rozwiązanu.Trochę powróciłam do "lubianego" przeze mnie pana, no ale coś się dzieje :D
Dziękuję za każde miłe słowo napisane pod ostatnim postem. Nie wiecie jak to motuwuje do ucieczki w ten bliski ideałowi świat :)
Pozdrawiam i do następnego! ;)
wtorek, 5 lutego 2013
Rozdział 17
- Ja też - wyszeptałam czując na bluzie mokrą plamę. Czerwone ślipia spojrzały na mnie ponownie. - Może odłożę swoją walizkę.
Wolnym krokiem poszłam na piętro pod najdalszy pokój. Otworzyłam drzwi i lekko się uśmiechnęłam.
Brzoskwiniowe ścian, całe były w zdjęciach drużyn siatkarskich i tancerek. Na krześle nadal wisiała stara torba na treningi, a jasne panele zdobił jasny dywan. Wszystko prócz widoku za oknem pozostało takie jak przed moim wyjazdem prócz małej paczki leżącej na biurku.
Podeszłam by przyjrzeć się zawiniątku. Zaadresowana do mnie, jednak bez nadawcy. Zaczęłam rozwijać papier, gdy usłyszałam kroki.
- I jak? - w drzwiach pojawił się Filip z zaciekawieniem wypisanym na twarzy.
- Skąd to? - zapytałam.
- Nie wiem, dzisiaj przyszło, więc nie otwieraliśmy - podszedł do mnie spoglądając znad mojej głowy. Rozerwałam papier i zobaczyłam białą kartkę, która usilnie coś zasłaniała. Napis na niej głosił " Połóż pod choinkę i nie ruszaj aż do rozpakowywania prezentów, bo wszystko zepsujesz!". Obróciłam paczkę w rękach. Niech będzie, pomyślałam i skierowałam się do salonu. Położyłam prezent i poszłam pomagać w przygotowaniach do świąt.
Cały dzień przebiegł nam na gotowaniu i pieczeniu. Mama wypytywała mnie o szkołę, taniec i znajomych, ale nie potrafiłam powiedzieć jej wszystkiego. Nie wspomniałam nic o Piotrze ani żadnym z siatkarzy. Nie chciałam by wiedziała, że spotykam się ze starszym chłopakiem (oczywiście dla mnie wiek nic nie znaczy) lub spędzam czas z kilkoma takimi. Skończyłyśmy robić wszystko
w kuchni i usiadłyśmy w salonie przy kominku.
- A jak ci idzie z tańcem u tej Rosjanki? - zapytała, a ja oderwałam wzrok od ognia.
- Dobrze, coraz lepiej. - odpowiedziałam oczywiście zatajając wszystkie zasłabnięcia. Nawet nie chciałam myśleć jaka nerwowa by była, gdyby się o tym dowiedziała. Było już dość późno, więc zrobiłam się senna. Tak bardzo tęskniłam za swoim starym łóżkiem. - Idę do pokoju, dobranoc.
Zabrałam ze sobą piżamę i poszłam pod prysznic. Wycierając już mokre włosy pomyślałam o tym od kogo może być paczka. Hmm, miałam dwie wersje: albo rodzina z Gdańska, albo Piotrek. Właśnie, Pit! Miałam się do niego odezwać! Przebrałam się szybko w pokoju dorwałam swój telefon. Lista kontaktów ciągnęła się jak nigdy. Kiedy już nacisnęłam na kontakt "Piotrek", mój kciuk błądził nad "Wiadomość" a "Zadzwoń". Wciskając tą drugą opcję, przyłożyłam komórkę do ucha.
- Halo, Rose? - po trzech sygnałach usłyszałam nieco zdeformowany głos Nowakowskiego.
- Yy, tak to ja - powiedziałam szybko - Pomagałam mamie w przygotowaniach, dlatego wcześniej nie dzwoniłam. Jesteś już u siebie?
- Nie, jutro rano wyjeżdżam, żeby zdążyć na wigilię. Dzisiaj kupowałem prezenty, bo z gołymi rękoma nie pojechałbym. I mam coś dla ciebie, ale niestety nie mogę ci teraz tego dać. - mówił smutnym głosem. - Tęsknię, wiesz?
- Ja też, ale być może nawet za cztery dni się widzimy - próbowałam go pocieszyć, a w odpowiedzi usłyszałam tylko lekki śmiech. Tak bardzo chciałabym go teraz słyszeć mając go obok siebie.
- Liczę na to. - wymruczał, a w oddali słychać było trzask i dwa znane mi śmiechy; Zbyszek i Michał chyba już nie opuszczają jego domu. Pit wyraźnie się zdenerwował, bo krzyknął - Wy mi zaraz ten dom rozjebiecie! - po czym nieco wyciszony dodał - Przepraszam cię, ale muszę kończyć. Odezwę się jutro, obiecuję.
- Pa - rozłączyłam się i położyłam się na łóżku trzymając telefon w rękach. Rozległo się pukanie w drzwi. Po moim "proszę!" do pokoju wszedł Filip z dwoma czekoladami w ręce. Ten chłopak może jest tony słodyczy a i tak nie utyje. Cwaniak, mimo mojego sprzeciwu, rzucił mi jedną, a drugą otworzył i zaczął jeść jak batona.
- Z kim gadałaś? - zapytał przeżuwając.
- Nie twój interes - pokazałam mu język i ustąpiłam mu miejsca siadając po turecku.
- Oj no powiedz mi - zrobił wielkie oczy - Jedynemu bratu nie powiesz? Proszę.
Westchnęłam. Wiedziałam, że prędzej czy później sam to ze mnie wydusi, więc po co zwlekać.
- Taki Wojtek. - powiedziałam cicho unikając jego ciekawskiego spojrzenia.
- Twój chłopak?
- Fifi, skąd ci przyszło do głowy, że mam chłopaka?! - oburzyłam się.
- No co, masz już siedemnaście lat, więc to byłoby dziwne gdybyś nie miała - powiedział ze stoickim spokojem wpatrzony w brązową tabliczkę. - Także chodzisz z nim?
- Tak. - mruknęłam niezadowolona, a na jego twarzy ukazała się satysfakcja. - Tylko nie mów mamie. Nie chcę, żeby się denerwowała.
- Nie powiem, jak ty zdradzisz ile ma lat i gdzie się uczy.
- No wiesz co. - żachnęłam - Ale skoro koniecznie chcesz wiedzieć, to ma 18 lat i studiuje filologię polską.
Spojrzał na mnie spod ukosa. Wiedział, że kłamię. Wstał i udając, że przechadza się wzdłuż ścian, sięgnął zdjęcie skaczącej w jette tancerki z autografem Zuzanny Cembrowskiej i wyciągnął z kieszeni zapalniczkę.
- Powiedz prawdę albo Zuzia zacznie się jarać - mówił z szatańskim uśmiechem. Wiedział, że ten autograf jest dla mnie najważniejszy; w końcu dostałam go cudem, i to dzięki tacie.
- Filip, przestań! To nie jest śmieszne! - zaczęłam skakać do jego wysoko wyciągniętej ręki. Dlatego musi być taki wysoki?! On w tym czasie odpalił zapalniczkę i powoli przysuwał ją do fotografii. - Dobra, powiem prawdę, tylko odłóż to na miejsce.
Śmiejąc się wykonał moje polecenie, usiadł na kręconym fotelu przy biurku i obrócił go w moją stronę.
- Zamieniam się w słuch - uniósł głowę nadal triumfując.
- Ma 21 lat, jest siatkarzem i nazywa się Piotr Nowakowski. - powiedziałam tak szybko jak umiałam.
- Ty chyba sobie żartujesz - zaczął się głośno śmiać, co wybiło mnie z równowagi. - Ty i Nowakowski? Serio?
- Myślisz, że ryzykowałabym utratę autografu Cembrowskiej, byle tylko cię skłamać? - podniosłam brwi.
- Nie robisz sobie żartów? - zapytał nadal nie dowierzając. Przytaknęłam głową. - Ale jak?
I zmuszona byłam opowiedzieć mu o treningach, Kamili, Kubie i imprezie gdzie się poznaliśmy.
-... I następnego dnia poszliśmy na trening Resovii, a tam się dosłownie na siebie wpadliśmy. Wymieniliśmy się numerami, a on zaproponował spotkanie. Tyle starczy? - zapytałam z nadzieją.
- Tak - powiedział, a ja odetchnęłam z ulgą. - Ale dalej tego nie rozumiem jak ty, moja starsza cicha siostra mogła związać się z jakimś chłopakiem, a co tu mówić o siatkarzu.
- No widzisz, cuda się zdarzają - potargałam mu ciemną czuprynę - A teraz idź spać, bo jutro Wigilia. I niech ja tylko zobaczę w nocy, że nie śpisz, to rano o szóstej będziesz miał musztrę z biegami po śniegu.
- Już to widzę - mrugnął i stanął w drzwiach. - Ej, Rose, zapoznasz mnie kiedyś z nim, co?
- Jasne - powiedziałam i położyłam się w łóżku. - Dobranoc.
- Dobranoc - zamknął drzwi i poszedł do swojego pokoju.
Zgasiłam lampkę nocną i zamknęłam oczy, przed którymi od razu pojawił się tata. Ta sama szczęśliwa mina, którą zapamiętałam przed jego pójściem do szpitala. Uśmiechnęłam się sama do siebie. On cały czas nade mną czuwa, pilnuje by nie stało mi się coś złego. Nie wiem kiedy, odpłynęłam do Krainy Morfeusza czując przy sobie ojcowską dumę.
*******************************
Jak dobrze być w domu. Przynajmniej na kilka dni uciec od treningów i pracy zaszywając się w domowym zaciszu. Żyrardów przykryty był świeżym śniegiem, a ulice jak zwykle jakby uśpione. Tylko moje auto robiło tyle hałasu przemierzając czarny asfalt. Podjechałem pod nasz dom i otworzyłem drzwi. Od razu poczułem zapach pieczonego ciasta. Zdjąłem buty, zostawiłem walizkę i zakradłem się do kuchni. Mama wyraźnie miała za dużo na głowie. Stanąłem za nią nad nie zdradzając swojej obecności.
- Pomóc w czymś? - zapytałem mając głowę równolegle z jej, na co podskoczyła wypuszczając z rąk opakowanie z makiem.
- Boże, Piotrek, przez ciebie zawału dostanę! - krzyknęła i przycisnęła moją głowę do piersi. - Już myślałam, że nie przyjedziesz na święta i zostaniesz sam jak ten palec w tym Rzeszowie.
- Nie, wolałem wrócić do was - uśmiechnąłem się zawieszając kurtkę w przedpokoju i poszedłem do kuchni. - Gdzie reszta?
- Martyna jeszcze w pracy, Karol wybył, a ojciec w delegacji - zasmuciła się - ale na wigilię wrócą.
- Tak więc co mam robić? - zadałem znowu pytanie i zająłem się myciem wskazanych przez mamę naczyń. W międzyczasie pojawiła się Martyna.
- Rany, nie wyobrażasz sobie ile ludzi przychodzi do biura przed świętami. Przecież i tak sklepy są pozamykane, a... - przerwała i gdy mnie zauważyła, potargała mi włosy z wielkim bananem na twarzy. - Cześć mały blondasku.
- Miłe powitanie - mruknąłem i objąłem ją ramionami.
Wraz z siostrą nakryliśmy stół. Bawiliśmy się przy tym jak kilka lat temu, gdy jeszcze co dzień byłem w domu. I kto mi wmówi, że ona jest starsza? Nigdy w życiu! Gorzej jak z pięciolatką...
- Siema rodzina, Karol wrócił! - doszedł nas głos mojego brata niosącego ze sobą blachę ciasta z czekoladową polewą. - O, nawet pewien rzeszowianin nas odwiedził, to na pewno są święta.
Roześmialiśmy się w głos. Reszta wieczoru minęła spokojnie, aż naszła pora zasiadania za stołem.
Jak co roku, pascha rozpoczynała się modlitwą za tych, których przy nas już nie ma a potem przyszedł czas na dzielenie się opłatkiem.
-... I żebyś w końcu znalazł sobie kogoś porządnego w tym Rzeszowie - mrugnęła Tyna gdy odłamałem mały kawałek od jej opłatka.
- No wiesz - powiedziałem kiedy skończyła składać mi życzenia. - Akurat tak się składa, że mam kogoś.
- Żartujesz?! - słysząc w tym pytaniu wielkie zdziwienie uniosłem brwi. - Kogo?
- Nieważne - pokazałem jej język i usiedliśmy przy stole.
Atmosfera nie była do końca taka sama. Martyna, znana z gadatliwości, nie odzywała się prawie wcale cały czas uśmiechając tajemniczo.
- Martynka, coś ci się stało? - zapytała mama gdy kończyliśmy sprzątać po kolacji. Zwykle biegałaby po domu, żeby sprzątać szybciej, bo ona już chce swój prezent. Tak, moja starsza siostra.
- Nie - powiedziała cały czas zamyślona.
- Ok, to otwieramy prezenty - Karol zatarł ręce idąc w stronę choinki.
Szybko poszedłem do swojej walizki, zabierając z niej kilka kolorowych opakowań. Jedno, z napisem "Rose" nadal tkwiło pomiędzy koszulkami. Tak bardzo chciałbym teraz móc Jej to wręczyć...Potrząsnąłem głową. Dość, ona jest w swoim domu, ty w swoim, nawet nie myśl, by to zmienić. Parę dni i znów ją zobaczysz.
Wróciłem do nich wręczając każdemu przypisaną torebkę. Tyna latała jak zwariowana otwierając parę butów.Specjalnie Michał dzwonił do Moniki, żeby dowiedzieć się jakie obuwie lubią kobiety, a ona, zamiast normalnie się ucieszyć, reaguje jakbym dał jej stare getry Bartmana z zeszłego sezonu. Tymczasem Karol biegał po domu robiąc zdjęcia wszystkiemu czemu się dało nowym aparatem. Otworzyłem też swoją paczkę. Pod świątecznym papierem znajdowała się wielka antyrama ze zdjęciami z każdego okresu życia: od dnia urodzenia, przez pierwszy mecz siatkówki, ukończenia szkół, po zdjęcia z mojej ostatniej wizyty w domu, kilka miesięcy temu. Spojrzałem po kolei na moją rodzinę i mocno ich uściskałem.
- Dziękuję wam, cudowny prezent - powiedziałem szczerząc się jak głupi do sera. Kolejny raz mój wzrok przebiegał przez różnokolorowe zdjęcia i komentarze autora.
- Ostatnio jak cię odwiedziłam - zaczęła Martyna - zobaczyłam, że jedną ścianę masz pustą i wtedy wpadłam na pomysł, żeby coś z tym zrobić. No i akurat padło na kolaż.
- Dziękuję.
Aż do pasterki siedzieliśmy w salonie przy herbacie rozmawiając o minionym roku. Każdy z sąsiadów widząc mnie, uśmiechał się tajemniczo. Nie oczekiwałem niczego innego - moja kariera w Resovii zaczęła się rozwijać, co oznaczało większe zainteresowanie moją osobą. Mijałem ich z zakłopotanym wyrazem twarzy. Całą mszę siostra próbowała mi coś powiedzieć, jednak czując na sobie ciekawskie spojrzenia odmawiałem jej.
- Teraz w końcu mogę? - zapytała cicho gdy wracaliśmy do domu, a kiedy przytaknąłem, mówiła dalej: - Powiedz mi kto ci skradł to serce.
- Nikt znany - próbowałem się jej pozbyć, ale na marne.
- Oj no powiedz, nie bądź taki - uwiesiła się na moim ramieniu.
- Róża Wilk, znasz? No właśnie, nie. - powiedziałem nie czekając na jej odpowiedź.
- No to poznam - uśmiechnęła się beztrosko. - A czym się zajmuje?
- Tańczy - odpowiedziałem wyobrażając sobie zdjęcia zrobione w trakcie tańca widniejące na moim laptopie.
- O, coś nowego - powiedziała zaskoczona. - Mój braciszek ma dziewczynę tancereczkę, kto by pomyślał... Dobra, opowiesz mi wszystko później - mówiła szybko gdy Karol otwierał drzwi. - teraz pewnie tęsknisz. Ach, nie wiesz nawet jak się cieszę!
Pognałem na górę chcąc zatelefonować do Rose. Wyjąłem z torby podróżnej telefon. Wybrałem numer Róży.
- Słucham? - rozbrzmiał jej dźwięczny głos.
- Wesołych świąt! Jak minął dzień? - zapytałem lekko zdenerwowany.
- Dobrze, właśnie siedzieliśmy w salonie i gadaliśmy. Nie wyobrażasz sobie ile udało mi się nadrobić w materiale szkolnym przez dwie godziny. Coraz szybciej mi idzie, a jak dobrze pójdzie, jutro powinnam skończyć wszystko.
- Cieszę się - uśmiechnąłem się sam do siebie. Dobrze, że chwyciłem za telefon; ten głos pobudzał do życia lepiej niż mocna kawa. - Kiedy cię zobaczę?
- Niedługo. - szepnęła - Lepiej byłoby się uczyć mając cię obok.
- Wątpię, że byłabyś w stanie cokolwiek zapamiętać. - zaśmiałem się, a ona mi zawtórowała. - Kocham twój śmiech. Jest taki... Niezwykły, jakby wyciągnięty z najpiękniejszego snu.
Zamknąłem oczy i położyłem się na łóżku. Rozmawialiśmy około pół godziny, a mnie było ciągle mało jej przyjemnego głosu.
- Muszę kończyć - szepnęła smutno - Wołają mnie.
- Nie smuć się, jutro porozmawiamy - pocieszałem ją jak najbardziej mogłem.
- No dobrze, to do jutra. - zaśmiała się - pa.
- Pa - powiedziałem, po czym się rozłączyła.
Zszedłem na dół, gdzie od razu Martyna spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Róża? - zapytała
Pokiwałem głową.
- Skąd wiesz? - zapytałem zdezorientowany.
- Tak szczerego uśmiechu u ciebie nie widziałam dawno - powiedziała i pocałowała mnie w policzek.
-----------------------------------------
Dzień dobry! :D
Pierwszy rozdział, gdzie obydwoje z bohaterów są za Rzeszowem :)
Nie wiem czy mi wyszedł ten rozdział, osobiście nie jestem z niego zadowolona.
Wszystkie osoby, które wysłały mi swoje opowiadania, a nie przeczytałam ich bardzo przepraszam, obiecuję nadrobić to gdy znajdę czas.
Pojawiło się moje drugie opowiadanie, inne od tego, jednak zapraszam do przeczytania Magii rubinu
Pozdrawiam serdecznie, Doroshi ;)